Skanowanie do e-maila i do folderu sieciowego to funkcje, które w większości biur są nieużywane — nie dlatego, że urządzenie ich nie ma, tylko dlatego, że nikt ich nie skonfigurował. A to właśnie one zamieniają kopiarkę w narzędzie obiegu dokumentów.
Przeprowadzka biura to jedyny moment, w którym cała infrastruktura firmy jest wyłączona jednocześnie. To jednocześnie ryzyko i okazja — bo rzeczy, które od lat działają „jakoś", da się wtedy zrobić porządnie bez dodatkowego przestoju.
W firmie, która rosła stopniowo, dokumenty leżą wszędzie: na pulpicie księgowej, na pendrivie handlowca, w załącznikach poczty i w trzech wersjach o nazwach kończących się słowem „ostateczna". Uporządkowanie tego jest tańsze niż koszt jednego dnia szukania dokumentu, którego nie ma.
Nie jesteśmy prawnikami i nie zastąpimy doradztwa prawnego. Zajmujemy się stroną techniczną — czyli tym, co trzeba mieć ustawione w sprzęcie i oprogramowaniu, żeby deklaracje z dokumentów miały pokrycie w rzeczywistości.
Sprzęt poleasingowy ma w Polsce mieszaną opinię, głównie z powodu sprzedawców, którzy nie odróżniają maszyny z korporacyjnego wdrożenia od komputera z ogłoszenia. Różnica jest duża, więc warto wiedzieć, na co patrzeć.
Przy firmach uczciwe określenie granic jest ważniejsze niż gdziekolwiek indziej, bo od tego zależy, czy w krytycznym momencie ktoś liczy na pomoc, której nie dostanie. Poniżej lista tego, czego nie robimy, i wskazanie, do kogo z tym pójść.
Adres w domenie firmy to nie kwestia prestiżu, tylko kontroli: skrzynka zostaje w firmie, gdy odchodzi pracownik, a korespondencja nie znika razem z prywatnym kontem. Przy okazji rozwiązuje się kilka spraw, które inaczej wracają jako awarie.
Zacznijmy od granicy, żeby nie było niejasności: drukarki i urządzenia wielofunkcyjne konfigurujemy, ale ich nie naprawiamy. Nie wymieniamy głowic, nie regenerujemy mechanizmów podawania papieru i nie zajmujemy się materiałami eksploatacyjnymi. Za to wszystko, co dotyczy podłączenia i ustawień, robimy w pełnym zakresie.
Bezpieczeństwo bywa sprzedawane strachem i rozwiązaniami skrojonymi dla korporacji. W firmie na pięć czy dziesięć osób decyduje co innego: cztery rzeczy, z których każda jest tania, a razem usuwają większość realnych zagrożeń.
Temat nudny do momentu, w którym staje się bardzo konkretny. W małych firmach najczęstszy problem to nie świadome piractwo, tylko bałagan: nikt nie wie, ile licencji kupiono, na czym są zainstalowane i czy przy wymianie komputera można je przenieść.
Uczciwa odpowiedź brzmi: to zależy od tego, ile kosztuje Was godzina przestoju. Poniżej wyjaśniamy, jak to policzyć, zamiast namawiać na umowę, która nie każdej firmie się opłaca.
Sieć w małej firmie zwykle powstaje przez dokładanie: najpierw router od dostawcy, potem przedłużacz, potem drugi router w trybie, którego nikt nie pamięta. Działa, dopóki firma jest mała. Potem zaczyna się zrywanie połączenia z bazą i drukarka, której połowa komputerów nie widzi.
Firmowa kopia zapasowa różni się od domowej trzema rzeczami: obejmuje bazy danych, musi być odporna na szyfrowanie i ktoś musi odpowiadać za sprawdzanie, czy powstaje. Zaniedbanie któregokolwiek z tych punktów sprawia, że kopia istnieje wyłącznie na papierze.
W firmie, która rosła stopniowo, sprzęt jest zwykle zbieraniną: coś kupione trzy lata temu, coś przyniesione z domu, coś odziedziczone po poprzednim pracowniku. Każde stanowisko ma inny system, inne wersje programów i inne problemy. Serwisowanie tego kosztuje więcej niż sam sprzęt.
To dwie strony tej samej sprawy i obie bywają załatwiane naprędce. Skutki pierwszego zaniedbania to pracownik, który przez tydzień nie może pracować. Skutki drugiego bywają poważniejsze — były pracownik z aktywnym dostępem do poczty i do bazy klientów.
Praca spoza biura przestała być wyjątkiem i w większości małych firm została zorganizowana naprędce — zwykle przez wystawienie zdalnego pulpitu do internetu. Działa, ale jest to jednocześnie najczęstsza droga, którą do firm wchodzi oprogramowanie szyfrujące dane.
Subiekt jest w małych firmach programem, wokół którego kręci się cały dzień: sprzedaż, magazyn, faktury, rozrachunki. Kiedy przestaje działać, firma nie pracuje. Dlatego traktujemy go inaczej niż zwykłą aplikację — z planem kopii, z przemyślanym miejscem na bazę i ze świadomością, co się stanie przy awarii.
WAPRO to drugi pakiet, który obsługujemy w pełnym zakresie technicznym. Zasady są podobne jak przy każdym programie pracującym na wspólnej bazie: liczy się to, gdzie ta baza stoi, jak jest zabezpieczona i czy sieć nadąża za liczbą stanowisk.
Program handlowy jest tylko okienkiem. Prawdziwa praca dzieje się w bazie danych — i to jej stan decyduje o tym, czy firma pracuje płynnie, czy czeka po kilkanaście sekund na zapis każdego dokumentu.
Dopóki firma sprzedaje w jednym kanale, wszystko jest proste. Kiedy dochodzi sklep internetowy, pojawia się pytanie, które źródło mówi prawdę o stanie magazynu — i od odpowiedzi zależy, czy klient dostanie towar, którego nie ma.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.