O tym, co robić w pierwszych minutach po zalaniu, pisaliśmy osobno. Tu zaczynamy w miejscu, w którym laptop trafia już do nas: z płytą, po której rozlał się płyn, i z pytaniem, czy da się go uratować. Odpowiedź zależy przede wszystkim od tego, co się rozlało i ile czasu minęło.
Czysta woda jest stosunkowo łagodna. Sama w sobie przewodzi słabo — problemem są rozpuszczone w niej sole i to, co zostaje po odparowaniu. Laptop zalany wodą i natychmiast odłączony od zasilania ma dobre rokowania, jeśli trafi do serwisu, zanim wilgoć uruchomi korozję.
Kawa, herbata i napoje słodzone są znacznie gorsze. Cukier po wyschnięciu tworzy lepką warstwę, która pochłania wilgoć z powietrza i utrzymuje przewodzenie miesiącami. Sok i napoje gazowane dokładają kwasy. Najgorsze są płyny słone — rosół, woda morska, słona zupa — bo korozja postępuje w nich najszybciej.
Osobno traktujemy alkohol o wysokim stężeniu, który paradoksalnie bywa najmniej szkodliwy, bo szybko odparowuje i sam działa jak rozpuszczalnik. To jednak wyjątek, na który nie ma co liczyć.
Uszkodzenie po zalaniu ma dwie fazy. Pierwsza jest natychmiastowa: płyn zwiera ścieżki i pod napięciem coś się przepala. Tej fazie zapobiega odłączenie zasilania i wyjęcie baterii. Druga faza jest powolna i to ona zabija większość zalanych laptopów — korozja. Wilgoć razem z napięciem szczątkowym rozpuszcza metalizację ścieżek i nóżki układów. Proces trwa dniami i tygodniami, w milczeniu.
Dlatego najgorszy scenariusz to laptop zalany, wysuszony ryżem, uruchomiony, „działający”, i przyniesiony do serwisu miesiąc później z objawami. Wtedy pod układami jest już zwykle warstwa zielonkawego nalotu, a część ścieżek jest przerwana.
Płytę główną wyjmujemy z obudowy w całości i odłączamy od niej wszystko, co da się odłączyć. Właściwe mycie prowadzimy w kąpieli ultradźwiękowej z odpowiednim preparatem albo ręcznie, pędzlem i alkoholem izopropylowym, w zależności od stopnia zabrudzenia i wrażliwości elementów. Ultradźwięki docierają pod układy, gdzie pędzel nie sięgnie — a to właśnie tam gromadzi się najwięcej pozostałości.
Po myciu płyta musi zostać dokładnie wysuszona. Suszenie prowadzimy kontrolowanie, nie na kaloryferze i nie suszarką do włosów, bo gorące powietrze potrafi zdmuchnąć drobne elementy i odkształcić plastikowe gniazda. Dopiero potem oglądamy płytę pod mikroskopem, szukając miejsc, gdzie korozja zdążyła zrobić szkodę.
Najczęściej wymiany wymagają elementy sekcji zasilania i drobne układy w pobliżu miejsca zalania. Zdarzają się przerwane ścieżki, które odtwarza się cienkim przewodem. Bywa, że wymiany wymaga gniazdo zasilania albo złącze klawiatury, w które płyn wsiąkł najgłębiej.
Osobno sprawdzamy klawiaturę. W wielu konstrukcjach jest ona elementem palmresta i po zalaniu słodkim napojem praktycznie nigdy nie wraca do pełnej sprawności — klawisze się kleją, a ścieżki pod membraną korodują. Wymiana klawiatury jest wtedy częścią naprawy, nie osobnym kaprysem.
Nie warto, gdy korozja objęła obszar pod procesorem albo pod układem graficznym i wymagałaby wylutowania układów o setkach wyprowadzeń. Nie warto, gdy uszkodzeniu uległo kilka niezależnych sekcji naraz, bo koszt sumuje się szybciej niż wartość sprzętu. Nie warto również wtedy, gdy laptop był po zalaniu wielokrotnie uruchamiany i objawy są niestabilne — takiej płyty nie da się rzetelnie zamknąć jako naprawionej.
W każdej z tych sytuacji mówimy to wprost, zamiast rozkładać naprawę na etapy i doliczać kolejne pozycje. Diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna, więc klient nie płaci za samą informację, że sprzęt nie rokuje.
Przy zalaniu prawie zawsze pierwszym pytaniem klienta jest pytanie o dokumenty i zdjęcia. Dysk w laptopie leży zwykle z dala od miejsca, w które wlał się płyn, więc bardzo często jest nienaruszony — nawet gdy płyta nie rokuje. Odzyskanie danych z takiego nośnika jest zadaniem prostszym niż naprawa i to od niego zaczynamy, jeżeli klient wskaże, że zawartość jest ważniejsza niż sam komputer.
Bateria jest w laptopie największym magazynem energii i przy zalaniu to ona podtrzymuje napięcie, nawet gdy zasilacz jest odłączony. Dlatego jej odłączenie jest równie ważne jak wyjęcie wtyczki. W konstrukcjach, w których bateria jest przykręcona w środku, wymaga to zdjęcia klapy serwisowej — i właśnie dlatego przy zalaniu warto zadzwonić, zanim ktoś zacznie rozkręcać sprzęt bez pewności, co odłączyć.
Sama bateria po zalaniu bywa uszkodzona nawet wtedy, gdy płyta wychodzi z tego obronną ręką. Uszkodzone ogniwo potrafi puchnąć i to jeden z powodów, dla których po takiej naprawie zawsze sprawdzamy jej stan i pojemność.
Przy diagnozie sprzętu z niejasnymi objawami zawsze oglądamy płytę pod kątem śladów po płynie, nawet gdy klient o zalaniu nie wspomina. Charakterystyczne są brązowawe otoczki wokół elementów, białawy osad w narożnikach i zielonkawy nalot na stykach. Producenci umieszczają też na płytach wskaźniki zmieniające kolor po kontakcie z wilgocią.
Ta wiedza bywa niewygodna, bo zmienia rozmowę o gwarancji, ale przemilczenie jej byłoby gorsze: sprzęt po zalaniu, naprawiony bez umycia, wraca do serwisu z nowymi objawami po kilku tygodniach.
Samo mycie i suszenie to zwykle jeden dzień, bo płyta musi wyschnąć w kontrolowanych warunkach, a nie „na szybko”. Dopiero potem następuje ocena pod mikroskopem i ewentualne naprawy elementów. Przy prostych uszkodzeniach całość zamyka się w dwóch dniach roboczych, przy większych — trwa dłużej, bo część elementów trzeba sprowadzić.
Nie skracamy suszenia, żeby przyspieszyć oddanie sprzętu. Płyta włączona przed pełnym wysuszeniem to najprostszy sposób, żeby zniweczyć całą pracę.
Przy laptopach starszych niż kilka lat koszt naprawy po poważnym zalaniu bywa porównywalny z wartością sprzętu. Mówimy o tym wprost, zanim zaczniemy, i pokazujemy alternatywę: odzyskanie danych z dysku, a następnie sprzęt poleasingowy z przeniesieniem zawartości. To rozwiązanie bywa tańsze i szybsze, a klient nie zostaje z komputerem o niepewnej przyszłości.
Decyzja należy zawsze do klienta. Naszą rolą jest podanie rzetelnej oceny szans i kosztu — diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna, więc nikt nie płaci za samą informację.
Kubek z napojem stojący z boku, a nie za laptopem. Nakładka na klawiaturę przy pracy w kuchni albo w warsztacie. Odsunięcie sprzętu od doniczek i od miejsc, w których ktoś przechodzi z pełnym naczyniem. Brzmi banalnie, ale to właśnie te trzy sytuacje odpowiadają za większość zalań, które obsługujemy.
Najważniejsza pozostaje jednak kopia zapasowa. Zalanie jest jedną z niewielu awarii, przy których sprzęt bywa nie do odzyskania z dnia na dzień — a wtedy o wszystkim decyduje to, czy dane były tylko na tym laptopie.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.