Najpierw trzeba poprawić wtyczkę, żeby zaświeciła się dioda. Potem trzeba ją podeprzeć książką. W końcu laptop ładuje się tylko wtedy, gdy nikt nie rusza biurkiem. To jedna usterka w trzech stadiach i każde kolejne jest droższe w naprawie od poprzedniego.
Gniazdo zasilania przenosi całe obciążenie mechaniczne, jakie powstaje przy wpinaniu i wypinaniu ładowarki — a robi się to codziennie przez kilka lat. W konstrukcjach, w których gniazdo jest wlutowane bezpośrednio w płytę główną, każde szarpnięcie kabla przenosi się na punkty lutownicze. Z czasem pojawiają się w nich mikropęknięcia: styk raz jest, raz go nie ma, zależnie od tego, pod jakim kątem trzyma się wtyk.
W laptopach z gniazdem na osobnej płytce połączonej z płytą główną krótkim przewodem sytuacja jest korzystniejsza. Wtedy wymienia się sam moduł, bez ingerencji w płytę. Rozstrzyga o tym konstrukcja konkretnego modelu i to jedna z pierwszych rzeczy, które ustalamy po otwarciu obudowy.
Obluzowany styk nie tylko przerywa ładowanie. Przy każdej przerwie i powrocie napięcia sekcja zasilania płyty dostaje skok, a iskrzenie na styku wypala powierzchnię kontaktu i pogłębia problem. W skrajnych przypadkach kończy się to uszkodzeniem elementów odpowiedzialnych za ładowanie — wtedy zamiast wymiany gniazda mamy naprawę na poziomie płyty głównej, która jest znacznie bardziej pracochłonna.
Drugi skutek jest mniej oczywisty. Laptop, który raz ładuje, raz nie, pracuje na baterii dłużej niż powinien i wykonuje więcej pełnych cykli rozładowania. Bateria zużywa się szybciej, więc do naprawy gniazda dokłada się wymiana ogniwa.
Zanim uznamy gniazdo za winne, warto wykluczyć rzeczy prostsze. Kabel ładowarki najczęściej przeciera się tuż przy wtyku i przy kostce zasilacza — w tych miejscach warto obejrzeć izolację i delikatnie poruszyć przewodem, obserwując diodę. Jeśli dioda na zasilaczu gaśnie przy ruszaniu kablem, problem jest po stronie ładowarki, a nie laptopa.
Druga rzecz to samo gniazdko w ścianie i listwa. Brzmi banalnie, ale zdarza się częściej, niż można przypuszczać — zwłaszcza gdy listwa ma wyłącznik, który ktoś przypadkiem przełączył. Trzecia to zanieczyszczenie gniazda w laptopie: kurz i okruchy potrafią zebrać się w środku i uniemożliwić pełne wsunięcie wtyku.
Przy gnieździe na osobnym module praca jest krótka: rozłożenie obudowy, wymiana płytki, złożenie i test ładowania przy różnych pozycjach kabla. Przy gnieździe wlutowanym w płytę główną trzeba wylutować stare złącze, oczyścić pola lutownicze, sprawdzić, czy ścieżki nie zostały naderwane, i wlutować nowe. To praca pod mikroskopem, którą wykonujemy w warsztacie — nie da się jej rzetelnie zrobić na stole u klienta.
Po wymianie sprawdzamy nie tylko to, czy laptop się ładuje, ale też jak zachowuje się przy poruszaniu wtykiem i czy prąd ładowania jest właściwy. Zdarza się, że obok gniazda uszkodzeniu uległ element sekcji zasilania — wtedy laptop ładuje się wolniej, niż powinien, albo tylko przy wyłączonym systemie.
W nowszych konstrukcjach zasilanie idzie tym samym gniazdem co dane i obraz. Objawy bywają podobne — luz, przerywanie ładowania — ale konsekwencje szersze, bo uszkodzone złącze potrafi jednocześnie odciąć monitor zewnętrzny i stację dokującą. W tych modelach szczególnie odradzamy używanie laptopa z wpiętym kablem na kolanach: nacisk na wtyk działa jak dźwignia.
Warto też sprawdzić, czy używana ładowarka odpowiada wymaganiom sprzętu. Zasilacz o zbyt małej mocy naładuje laptopa przy wyłączonym ekranie, ale przy pracy będzie tylko spowalniał rozładowanie — i łatwo pomylić to z usterką gniazda.
Przy tej usterce prawie zawsze proponujemy odbiór sprzętu spod wskazanego adresu. Dojazd, odbiór i zwrot nie kosztują nic, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna, więc klient dowiaduje się, z czym ma do czynienia, zanim podejmie decyzję. Inaczej wygląda wizyta serwisanta u klienta: praca na miejscu jest płatna, dojazd pozostaje bezpłatny. Jeśli laptop jest narzędziem pracy, zostawiamy sprzęt zastępczy na czas naprawy — wymiana gniazda wlutowanego bywa rozłożona na dwa dni, bo część trzeba dobrać do konkretnej płyty.
Objawy narastają w rozpoznawalnej kolejności. Najpierw ładowanie działa zawsze, ale przy poruszeniu kablem dioda mruga. Potem trzeba ustawić wtyk pod konkretnym kątem. Następnie laptop ładuje się tylko wtedy, gdy nikt nie rusza biurkiem. Na końcu nie ładuje się wcale, a bateria dogasa.
Reagowanie na pierwszym albo drugim etapie oznacza zwykle prostą wymianę modułu. Czekanie do ostatniego etapu podnosi ryzyko, że uszkodzeniu uległa już sekcja zasilania płyty — a to zupełnie inny zakres pracy.
Skoro obudowa i tak jest otwarta, oglądamy elementy, które przy tej usterce najczęściej są dotknięte. Stan baterii, bo praca na przemian z ładowaniem i bez przyspiesza jej zużycie. Kondycję chłodzenia i pasty. Zamocowanie taśm i stan złączy. Ślady przegrzania w okolicy sekcji zasilania.
Klient dostaje informację o wszystkim, co budzi wątpliwości, ale decyzję o zakresie podejmuje sam. Nie doliczamy prac, o które nikt nie prosił.
Przy wymianie gniazda warto sprawdzić także zasilacz. Ładowarka z przetartym kablem albo o zaniżonej mocy będzie obciążać nowe gniazdo tak samo jak stare. Zasilacz o mocy niższej niż wymagana potrafi ładować laptop tylko przy wyłączonym ekranie, a przy pracy jedynie spowalniać rozładowanie — objaw mylnie brany za usterkę gniazda.
Sprawdzamy też, czy wtyk zasilacza nie jest wyrobiony. Luźny wtyk niszczy nowe gniazdo równie skutecznie jak stary uszkodzony port.
Kabel powinien wychodzić z laptopa swobodnie, bez naprężenia. Największe szkody robi praca z laptopem na kolanach przy wpiętym zasilaczu — wtyk działa wtedy jak dźwignia przy każdym poruszeniu. Podobnie działa przeciąganie laptopa po biurku bez wypinania kabla.
Przy odłączaniu warto trzymać za wtyk, nie za przewód. Wyszarpywanie za kabel niszczy jednocześnie zasilacz i gniazdo, a jest odruchem tak powszechnym, że większość zużytych ładowarek ma przetarcie dokładnie przy wtyku.
Wymiana modułu z gniazdem to zwykle jeden dzień roboczy, o ile część jest dostępna. Wymiana gniazda wlutowanego w płytę główną bywa rozłożona na dwa dni, bo złącze trzeba dobrać do konkretnej płyty, a praca odbywa się pod mikroskopem.
Na czas naprawy zostawiamy sprzęt zastępczy, jeśli laptop jest narzędziem pracy. Odbiór spod wskazanego adresu i zwrot pod ten sam adres nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
Część producentów stosowała złącza magnetyczne, które odczepiały się przy szarpnięciu kabla zamiast wyrywać gniazdo. Rozwiązanie było dobre, ale ma swoją słabość: styki na powierzchni utleniają się i zbierają zabrudzenia, przez co ładowanie zaczyna przerywać mimo braku uszkodzeń mechanicznych. W takich konstrukcjach czyszczenie styków bywa całą naprawą.
Osobną grupą są laptopy z dwoma sposobami zasilania — klasycznym gniazdem i portem USB-C. Gdy jedno z nich przestaje działać, sprzęt nadal się ładuje i usterka bywa zauważana dopiero po tygodniach. Warto o tym pamiętać, bo naprawa jednego portu jest tańsza niż naprawa obu, a to drugie zdarza się wtedy, gdy przez długi czas obciążano wyłącznie ten sprawny.
Trzecim wariantem są stacje dokujące zasilające laptopa jednym przewodem razem z obrazem i siecią. Uszkodzenie portu oznacza wtedy utratę wszystkich trzech funkcji naraz, a objaw bywa mylnie przypisywany samej stacji. Rozstrzyga próba z innym kablem i bezpośrednim podłączeniem zasilacza.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.