Komputer włącza się, wentylatory ruszają, a zamiast pulpitu pojawia się komunikat o braku urządzenia rozruchowego. To moment, w którym najłatwiej zrobić szkodę — bo pierwszym odruchem bywa uruchomienie narzędzia naprawczego, które potrafi nadpisać dokładnie to, co dałoby się jeszcze odzyskać.
Pierwsza to ustawienia płyty głównej. Po rozładowaniu baterii podtrzymującej, po aktualizacji oprogramowania płyty albo po dołożeniu nowego dysku kolejność rozruchu potrafi się zmienić i komputer szuka systemu na niewłaściwym nośniku. Dysk jest sprawny, dane są nietknięte, a naprawa zajmuje minutę.
Druga to uszkodzenie struktur rozruchowych — tablicy partycji albo plików odpowiadających za start systemu. Dysk działa, dane są na miejscu, ale komputer nie wie, gdzie zacząć. Taką sytuację da się naprawić, ale wymaga ostrożności, bo część narzędzi „naprawia” przez nadpisanie.
Trzecia to awaria samego nośnika. Wtedy priorytetem przestaje być start systemu, a staje się ratowanie zawartości.
Nie da się z góry stwierdzić, do której z tych trzech grup należy konkretny przypadek. Dysk, który dziś odczytuje się z trudem, jutro może nie odczytać się wcale, a każde uruchomienie to kolejne obroty i kolejne próby odczytu uszkodzonych obszarów. Dlatego kolejność u nas jest stała: najpierw obraz nośnika na osobny dysk, dopiero potem jakiekolwiek próby naprawy.
Obraz wykonujemy narzędziem, które przy błędach odczytu nie zatrzymuje pracy, tylko odkłada trudne obszary na koniec i wraca do nich później. Dzięki temu z dysku w złym stanie ratujemy najpierw to, co da się odczytać łatwo — a to zwykle większość danych.
Zaczynamy od tego, czy płyta w ogóle widzi dysk. Jeśli nie, sprawdzamy kabel danych i zasilania oraz inne gniazdo na płycie — uszkodzony kabel albo martwy port zdarzają się częściej, niż można przypuszczać. Jeśli dysk jest widoczny, odczytujemy jego parametry pracy: liczbę realokowanych sektorów, błędy odczytu, czas pracy.
Kolejny krok to sprawdzenie, czy struktury partycji są czytelne. Bywa, że partycja z danymi jest cała, a uszkodzone są wyłącznie pliki rozruchowe — wtedy naprawa jest szybka i bezpieczna. Bywa też, że tablica partycji została nadpisana; wtedy odtwarzamy ją na podstawie zawartości, ale zawsze na kopii, nigdy na oryginale.
Stukanie i cykliczne dźwięki w dysku talerzowym to sygnał, żeby natychmiast go wyłączyć i nie uruchamiać ponownie. Każda kolejna próba pogłębia uszkodzenie powierzchni. Podobnie działa dysk, który przy podłączeniu spowalnia cały komputer do zatrzymania — kontroler próbuje odczytać sektory, których nie da się odczytać.
W dyskach półprzewodnikowych awaria bywa nagła i cicha: nośnik po prostu przestaje być widoczny. Tu z kolei szanse na odzyskanie zależą od tego, czy uszkodzeniu uległ kontroler, czy kości pamięci, i ocenić to da się dopiero po sprawdzeniu.
Nie uruchamiać automatycznych narzędzi naprawczych na dysku, na którym są ważne dane, zanim powstanie kopia. Nie formatować „na próbę”. Nie instalować systemu od nowa na tym samym nośniku w nadziei, że dane zostaną — instalator potrafi utworzyć nowe partycje i wtedy odzyskanie staje się znacznie trudniejsze. Nie podłączać dysku, który stuka, do kolejnych komputerów, licząc, że gdzieś zadziała.
Gdy okaże się, że dysk jest sprawny, a problem leżał w strukturach rozruchowych, odtwarzamy start systemu i komputer wraca do pracy z całą zawartością. Gdy nośnik jest zużyty, przenosimy dane na nowy i instalujemy system — najczęściej przy okazji przesiadając komputer na SSD, bo skoro i tak trzeba wymieniać nośnik, nie ma powodu wracać do talerza.
Gdy dane są uszkodzone, mówimy wprost, co udało się odzyskać, a czego nie. Nie obiecujemy pełnego odzysku, zanim zobaczymy zawartość — a cenę takiej pracy podajemy po ocenie nośnika, razem z oceną szans.
Sprawdzenie ustawień płyty i kolejności rozruchu robimy na miejscu, podczas wizyty. Wszystko, co dotyczy odzyskiwania danych, wykonujemy w warsztacie na kopii nośnika — nie da się tego rzetelnie zrobić przy biurku klienta i nie warto ryzykować pracy na oryginale. Odbiór i zwrot sprzętu nic nie kosztują.
Nośniki prowadzą własną statystykę i to ona najczęściej rozstrzyga, czy dysk nadaje się do dalszej pracy. Patrzymy na liczbę sektorów przeniesionych do rezerwy, liczbę sektorów oczekujących na przeniesienie, błędy odczytu i czas pracy. Rosnąca liczba sektorów oczekujących jest sygnałem najpoważniejszym — oznacza obszary, których nośnik nie potrafi odczytać ani naprawić.
W dyskach półprzewodnikowych dochodzi wskaźnik zużycia komórek. Nośnik zbliżający się do wyczerpania przechodzi czasem w tryb tylko do odczytu — wtedy dane da się jeszcze skopiować, ale zapis jest niemożliwy i to ostatni moment na reakcję.
Przy nośniku z błędami nie kopiujemy plików, tylko wykonujemy obraz całej powierzchni narzędziem, które przy błędzie nie przerywa pracy. Odkłada ono trudne obszary na później i wraca do nich wielokrotnie, dzięki czemu najpierw ratujemy to, co odczytuje się bez oporu — a to zwykle zdecydowana większość danych.
Kolejność ma znaczenie, bo każda próba odczytu uszkodzonego obszaru obciąża mechanikę i skraca czas, jaki nośnikowi pozostał. Praca „od początku do końca” potrafi zatrzymać się na pierwszym trudnym miejscu i zmarnować całą szansę.
Gdy tablica partycji została nadpisana, odtwarzamy ją na podstawie zawartości nośnika — szukając charakterystycznych początków systemów plików. Pracujemy wyłącznie na obrazie, nigdy na oryginale, więc nieudana próba nic nie kosztuje poza czasem.
Przy uszkodzeniu samego systemu plików odzyskujemy pliki po ich strukturze wewnętrznej. Nazwy katalogów bywają wtedy nie do odtworzenia, ale zawartość dokumentów i zdjęć zostaje. Uprzedzamy o tym, bo klient spodziewa się zwykle folderów w takim układzie, jaki znał.
W komputerach z dwoma dyskami połączonymi w macierz awaria jednego bywa niewidoczna — układ pracuje dalej i dopiero awaria drugiego kończy się utratą danych. Dlatego przy takich zestawach sprawdzamy stan obu nośników, nawet gdy zgłoszenie dotyczy czegoś zupełnie innego.
Macierz nie jest kopią zapasową i mówimy to wprost. Chroni przed awarią nośnika, ale nie przed skasowaniem pliku, zaszyfrowaniem ani kradzieżą komputera.
Dane przekazujemy na nośniku, a nie zostawiamy wyłącznie na naprawionym komputerze. Dopiero gdy klient potwierdzi, że wszystko jest na miejscu, rozmawiamy o czyszczeniu starego dysku. Przy okazji ustawiamy kopię zapasową, bo to jedyny moment, w którym nikogo nie trzeba do niej przekonywać.
Cykliczne stukanie w dysku talerzowym, powtarzalne piski, dźwięk przypominający drapanie i długie zamieranie systemu przy próbie odczytu — to sygnały, że głowica pracuje nieprawidłowo. Każde kolejne uruchomienie pogłębia uszkodzenie powierzchni i zmniejsza szansę na odzyskanie.
W takiej sytuacji najlepszą decyzją jest wyłączenie komputera i pozostawienie go w spokoju do czasu przyjazdu serwisu. To jedna z niewielu awarii, przy których bezczynność jest właściwym działaniem.
Wykonanie obrazu sprawnego nośnika to zwykle godziny. Przy dysku z uszkodzeniami czas rośnie wielokrotnie, bo narzędzie wraca do trudnych obszarów po kilka razy — przy poważnie uszkodzonym nośniku bywa to praca na kilka dni. Mówimy o tym przy przyjęciu sprzętu, żeby oczekiwania odpowiadały rzeczywistości.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.