Przepięcie rzadko niszczy wszystko naraz. Znacznie częściej uszkadza jeden element w łańcuchu, a reszta sprzętu wygląda na sprawną — do czasu. Dlatego po burzy albo po awarii w sieci energetycznej sprawdzamy więcej niż to, co przestało działać.
Najbardziej oczywista droga to instalacja elektryczna i zasilacz. Ale nie jedyna. Druga to sieć komputerowa — impuls potrafi wejść kablem od routera do przełącznika i dalej do komputerów, niszcząc karty sieciowe. Trzecia to instalacja antenowa i telewizja kablowa, jeżeli sprzęt jest z nią połączony. Czwarta, często pomijana, to linia telefoniczna i modemy.
To dlatego po burzy zdarza się komputer, który uruchamia się normalnie, ale nie widzi sieci — zasilanie przeszło suchą stopą, a impuls wszedł kablem sieciowym. Objaw wygląda na drobiazg, a jest śladem po zdarzeniu, które mogło uszkodzić także inne elementy.
Zaczynamy od zasilacza, bo to on stoi na pierwszej linii i najczęściej przyjmuje uderzenie. Sprawdzamy, czy w ogóle się uruchamia i jakie napięcia wystawia. Zasilacz uszkodzony przez przepięcie bywa niebezpieczny dla reszty komputera, więc nie podłączamy do niego podzespołów „na próbę”.
Potem płyta główna: oględziny pod kątem śladów przepalenia, sprawdzenie sekcji zasilania, stanu kondensatorów i portów. Następnie karty rozszerzeń i karta sieciowa. Na końcu dyski — te najczęściej przeżywają, ale zdarza się uszkodzenie elektroniki na płytce nośnika, przy nienaruszonych danych.
Komputer po przepięciu potrafi wystartować i pracować przez tydzień, po czym paść ostatecznie. Impuls uszkadza elementy częściowo: kondensator traci pojemność, ale jeszcze przewodzi, ścieżka nadtapia się, ale jeszcze łączy. Uruchamianie takiego sprzętu bez sprawdzenia to praca na kredyt.
Gorzej: uszkodzony zasilacz podłączony do sprawnej płyty potrafi ją dobić. Dlatego przy podejrzeniu przepięcia sprawdzamy elementy osobno, zanim złożymy całość i naciśniemy przycisk.
Odłączyć sprzęt od zasilania i od sieci komputerowej — również od kabla antenowego, jeśli jest podłączony. Nie próbować uruchamiać kolejny raz „może teraz ruszy”. Sprawdzić, czy zadziałały bezpieczniki w rozdzielnicy, bo to podpowiada, jak duże było zdarzenie. Spisać, które urządzenia w mieszkaniu albo w biurze zachowują się nietypowo — to pomaga ustalić zasięg.
Warto też sprawdzić listwę przeciwprzepięciową, jeżeli była używana. Wiele z nich ma element, który po zadziałaniu zużywa się bezpowrotnie; listwa nadal przewodzi prąd, ale nie chroni już przed niczym. Wymiana takiej listwy po burzy jest równie ważna jak naprawa sprzętu.
Przy przepięciu dane zwykle są bezpieczne, bo nośniki cierpią rzadziej niż zasilanie i płyta. Jeżeli jednak dysk przestał być widoczny, nie podłączamy go po kolei do kolejnych komputerów w nadziei, że gdzieś zadziała — uszkodzona elektronika nośnika potrafi obciążyć port, do którego się ją wpina. Taki dysk sprawdzamy osobno.
Listwa przeciwprzepięciowa ma sens tylko wtedy, gdy jest sprawna i gdy chroni wszystkie drogi wejścia — także sieciową. Przy sprzęcie, którego wyłączenie jest kosztowne, sensowniejszym rozwiązaniem jest zasilacz awaryjny z funkcją filtrowania: chroni przed przepięciem, a przy zaniku prądu daje czas na poprawne zamknięcie systemu.
W firmach, w których stoi serwer albo komputer z bazą programu handlowego, zasilanie awaryjne traktujemy jako element obowiązkowy, a nie dodatek. Nagłe wyłączenie bazy w trakcie zapisu potrafi kosztować więcej niż cały sprzęt.
Przepięcie rzadko niszczy element od razu. Częściej nadwyręża go: kondensator traci część pojemności, ścieżka nadtapia się, ale nadal przewodzi, izolacja w transformatorze zasilacza słabnie. Sprzęt działa dalej i dopiero po tygodniach zaczyna się dziwnie zachowywać.
Dlatego po burzy warto sprawdzić także to, co pozornie działa. Komputer, który po zdarzeniu uruchamia się normalnie, ale zaczyna losowo restartować się po dwóch tygodniach, jest klasycznym przykładem odroczonego skutku — i wtedy nikt już nie łączy tego z pogodą sprzed pół miesiąca.
Listwa przeciwprzepięciowa zawiera element pochłaniający nadmiar napięcia, który po zadziałaniu zużywa się bezpowrotnie. Listwa nadal przewodzi prąd i wygląda na sprawną, ale nie chroni już przed niczym. Po każdej burzy, przy której zadziałały bezpieczniki, warto ją wymienić.
Zasilacz awaryjny z funkcją filtrowania chroni lepiej, bo prostuje i odtwarza napięcie zamiast tylko obcinać szczyty. Przy komputerach z bazą danych daje dodatkowo czas na poprawne zamknięcie programów, co bywa ważniejsze niż sama ochrona przed przepięciem.
Impuls potrafi wejść kablem sieciowym z routera do przełącznika i dalej do wszystkich komputerów. Objawia się to najczęściej martwymi kartami sieciowymi w kilku maszynach naraz — komputery działają, ale nie widzą sieci.
Naprawa polega zwykle na wymianie karty albo dołożeniu osobnej karty sieciowej, jeśli uszkodzeniu uległa ta zintegrowana z płytą. Warto przy tym sprawdzić także przełącznik, bo on stoi na drodze impulsu jako pierwszy i bywa uszkodzony częściowo — część portów działa, część nie.
Gdy przepięcie uszkodziło jednocześnie zasilacz, płytę i kartę graficzną, koszt sumuje się szybciej niż wartość starszego komputera. Mówimy to wprost i pokazujemy alternatywę zamiast rozkładać naprawę na etapy z doliczaniem kolejnych pozycji.
Dane z dysku zwykle da się uratować niezależnie od stanu reszty, bo nośniki cierpią przy przepięciu rzadziej. To zwykle pierwsze pytanie klienta i pierwsza rzecz, którą sprawdzamy.
Najskuteczniejsze jest odłączenie sprzętu od gniazdka i od kabla sieciowego, jeśli burza jest zapowiadana i nikogo nie będzie w domu. To rozwiązanie darmowe i lepsze od każdej listwy. W firmach, gdzie odłączanie nie wchodzi w grę, sensowne są zasilacze awaryjne przy stanowiskach krytycznych i ochrona przepięciowa w rozdzielnicy.
Warto też zadbać o kopię zapasową przechowywaną poza komputerem — bo przy uszkodzeniu elektroniki nośnika odzyskiwanie danych bywa możliwe, ale kosztuje czas, którego przy pilnej pracy zwykle nie ma.
Po burzy najczęściej giną urządzenia stojące na styku dwóch instalacji: router podłączony jednocześnie do prądu i do linii operatora, dekoder podłączony do anteny i do telewizora, przełącznik spinający kilka pomieszczeń. To one przyjmują impuls, który przeszedł inną drogą niż gniazdko.
Dlatego przy zgłoszeniu po burzy pytamy nie tylko o komputer, ale o wszystko, co przestało działać. Zestawienie uszkodzonych urządzeń pozwala odtworzyć drogę impulsu i sprawdzić sprzęt, który jeszcze działa, ale mógł zostać nadwyrężony.
Powtarzające się uszkodzenia po każdej burzy wskazują zwykle na problem z instalacją elektryczną budynku — najczęściej na brak albo złą jakość uziemienia. Naprawa kolejnych zasilaczy nie rozwiąże wtedy sprawy, bo przyczyna leży poza sprzętem.
Nie wykonujemy prac elektrycznych i mówimy to wprost, ale wskazujemy, kiedy warto wezwać elektryka. To informacja, której klient zwykle nie dostaje, a która oszczędza mu kolejnych awarii.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.