Zalanie w biurze różni się od zalania pojedynczego laptopa skalą i tym, że zwykle nikogo przy tym nie ma. Woda leje się w nocy albo w weekend, a rano zastaje się pomieszczenie, w którym stoją mokre komputery. To, co zrobi się w pierwszej godzinie, decyduje o tym, ile z tego da się uratować.

Kolejność, która ratuje najwięcej

Najpierw bezpieczeństwo ludzi: woda i prąd to połączenie, przy którym nie ma miejsca na improwizację. Zanim ktokolwiek dotknie sprzętu, trzeba odciąć zasilanie w rozdzielnicy dla całego pomieszczenia, a nie wyciągać wtyczki z mokrych gniazd.

Potem odłączenie sprzętu od zasilania i wyjęcie baterii tam, gdzie się da. Dopiero na końcu przenoszenie urządzeń w suche miejsce. Częstym błędem jest odwrotna kolejność — najpierw ratowanie sprzętu, potem myślenie o prądzie.

Czego nie robić: nie włączać, żeby sprawdzić, czy działa. To najczęstsza i najkosztowniejsza pomyłka. Urządzenie, które przetrwało zalanie, ginie przy pierwszym uruchomieniu, bo woda zwiera ścieżki pod napięciem.

Co ratować w pierwszej kolejności

Nośniki danych. Komputer da się kupić, baza klientów i dokumentacja niekoniecznie. Dyski leżą zwykle wyżej niż dno obudowy i bardzo często wychodzą z zalania bez szwanku, nawet gdy płyta główna nie rokuje. Wyjęcie ich i osuszenie z zewnątrz jest ważniejsze niż ratowanie obudów.

Zaraz potem sprzęt sieciowy — router, przełączniki, punkty dostępowe. Bez nich nie uruchomi się nic, nawet jeśli komputery przetrwają. To urządzenia stosunkowo tanie, ale ich brak zatrzymuje całe biuro.

Na końcu monitory, drukarki i akcesoria. Monitor zalany od góry rzadko rokuje, ale też rzadko blokuje pracę — łatwo go zastąpić.

Suszenie, które nie pomaga

Ryż nie działa. Suszarka do włosów wdmuchuje wilgoć głębiej i potrafi odkształcić plastik. Kaloryfer wywołuje nierównomierne rozszerzanie i naprężenia. Pozostawienie sprzętu „do wyschnięcia” na kilka dni jest najgorszym wyjściem, bo to właśnie wtedy pracuje korozja — cicho i nieodwracalnie.

Jedyne, co realnie pomaga przed przyjazdem serwisu, to odłączenie zasilania, wyjęcie baterii, ustawienie sprzętu tak, żeby woda mogła wypłynąć, i zapewnienie przepływu powietrza w pomieszczeniu. Reszta należy do mycia i suszenia kontrolowanego.

Co robimy po przyjeździe

Zaczynamy od segregacji: co jest mokre powierzchniowo, a co zalane w środku. Sprzęt zalany rozkładamy, wyjmujemy nośniki i zabezpieczamy dane w pierwszej kolejności. Płyty wymagające mycia zabieramy do warsztatu — kąpiel ultradźwiękowa i kontrolowane suszenie to jedyna droga, żeby zatrzymać korozję.

Równolegle staramy się postawić biuro na nogi. Zwykle da się uruchomić część stanowisk na sprzęcie, który nie ucierpiał, przenieść dyski do sprawnych obudów albo podstawić sprzęt zastępczy. Firma pracuje, a naprawy idą swoim tempem.

Dokumentacja dla ubezpieczyciela

Przy zalaniu w biurze prawie zawsze w grę wchodzi zgłoszenie szkody. Warto zrobić zdjęcia zastanej sytuacji, zanim cokolwiek zostanie przestawione — stan pomieszczenia, poziom wody, ustawienie sprzętu. Spis urządzeń z numerami seryjnymi jest wtedy nieoceniony i to dobry argument, żeby taki spis prowadzić zawczasu.

Wystawiamy fakturę na każdą wykonaną pracę i możemy przygotować zestawienie tego, co zostało zdiagnozowane jako niesprawne. Nie orzekamy jednak w sprawach ubezpieczeniowych i nie wystawiamy opinii, które miałyby zastąpić rzeczoznawcę.

Jak ograniczyć skutki na przyszłość

Komputery stojące bezpośrednio na podłodze są pierwszymi ofiarami każdego zalania. Podstawka podnosząca obudowę o kilkanaście centymetrów kosztuje niewiele i wielokrotnie ratowała sprzęt. Serwerownia albo szafa z urządzeniami sieciowymi nie powinna sąsiadować z pionem wodnym ani stać pod pomieszczeniem sanitarnym z piętra wyżej.

Najważniejsze pozostaje jednak to samo: kopia zapasowa przechowywana poza tym samym pomieszczeniem. Zalanie, które zniszczy komputer i leżący obok dysk z kopią, uczy tego brutalnie.

Sprzęt sieciowy i serwerownia

Przy zalaniu urządzenia sieciowe bywają pomijane, a bez nich nie uruchomi się nic — nawet jeśli komputery przetrwały. Router, przełączniki i punkty dostępowe są stosunkowo tanie, ale ich brak zatrzymuje całe biuro, a dostawa nowych trwa.

Jeżeli firma ma szafę z urządzeniami, sprawdzamy ją w pierwszej kolejności. Woda spływająca z piętra wyżej trafia zwykle właśnie tam, bo szafy montuje się przy ścianach i pod stropem. Zasilanie do szafy odcinamy przed jakimkolwiek dotykaniem sprzętu.

Co zrobić z dokumentacją papierową

Przy zalaniu biura ucierpiały zwykle nie tylko komputery. Zamoczone dokumenty rozdzielamy i suszymy płasko, kartka po kartce, w przewiewnym miejscu — sklejone bloki papieru po wyschnięciu stają się nierozdzielne. To nie jest nasza praca, ale mówimy o tym, bo o dokumentach w pierwszym odruchu nikt nie pamięta, a straty bywają dotkliwsze niż sprzętowe.

Jeżeli firma ma skanowanie dokumentów do folderu, to właśnie taka sytuacja pokazuje, ile było warte. Konfigurację skanowania ustawiamy chętnie właśnie po to, żeby papier nie był jedynym nośnikiem.

Ubezpieczenie i kolejność działań

Zanim cokolwiek zostanie przestawione, warto zrobić zdjęcia zastanej sytuacji: poziom wody, ustawienie sprzętu, widoczne uszkodzenia. Spis urządzeń z numerami seryjnymi jest wtedy nieoceniony i to najlepszy argument, żeby prowadzić go zawczasu.

Wystawiamy fakturę na każdą wykonaną pracę i możemy przygotować zestawienie sprzętu zdiagnozowanego jako niesprawny. Nie wystawiamy natomiast opinii mających zastąpić rzeczoznawcę i mówimy o tym wprost, żeby nikt nie liczył na dokument, którego nie możemy wydać.

Powrót do pracy etapami

Rzadko udaje się uruchomić wszystko naraz i nie ma takiej potrzeby. Zaczynamy od stanowisk, bez których firma nie działa, przenosząc na nie sprawne podzespoły albo podstawiając sprzęt zastępczy. Reszta wraca w miarę postępu napraw.

Przy takim podejściu biuro pracuje następnego dnia, choć część sprzętu jest jeszcze w warsztacie. To zwykle ważniejsze niż odzyskanie każdej pojedynczej maszyny.

Zapobieganie, które kosztuje niewiele

Komputery uniesione nad podłogę zamiast stojących bezpośrednio na niej. Szafa z urządzeniami sieciowymi z dala od pionów wodnych i nie pod pomieszczeniem sanitarnym z piętra wyżej. Kopia zapasowa przechowywana poza tym samym pomieszczeniem — bo zalanie, które zniszczy komputer i leżący obok dysk z kopią, uczy tego brutalnie.

Przy firmach objętych stałą opieką sprawdzamy te rzeczy przy przeglądach. To kilka minut, a różnica przy awarii bywa liczona w dniach przestoju.

Osuszanie pomieszczenia a sprzęt

Po zalaniu firmy zwykle wynajmują osuszacze. To dobry ruch, ale warto wiedzieć, że sprzęt elektroniczny nie powinien stać w strumieniu gorącego powietrza — nierównomierne nagrzewanie powoduje naprężenia, a szybkie odparowanie wody zostawia osad dokładnie tam, gdzie był płyn. Urządzenia lepiej wynieść do suchego pomieszczenia i zająć się nimi osobno.

Ważna jest też wilgotność powietrza w kolejnych dniach. Komputery uruchamiane w pomieszczeniu, w którym wilgotność jest bardzo wysoka, potrafią sprawiać problemy nawet wtedy, gdy same nie zostały zalane.

Kto odpowiada za szkodę

Przy zalaniu z pionu budynku albo od sąsiada z góry sprawa dotyczy zwykle ubezpieczenia budynku albo lokalu, a nie firmy. Nie doradzamy w sprawach ubezpieczeniowych, ale dokumentujemy, co zdiagnozowaliśmy jako niesprawne i jakie prace wykonaliśmy — to materiał, na którym rzeczoznawca może się oprzeć.

Wystawiamy fakturę na każdą pracę, także wtedy, gdy jej koszt ma być pokryty z polisy. Dane do faktury ustalamy przy zgłoszeniu, żeby nie wracać do tego przy rozliczeniu szkody.

Powiązane teksty