W większości domów, które odwiedzamy, hasła wyglądają podobnie: kilka zapisanych w przeglądarce jednego komputera, kilka w głowie jednej osoby, kilka na kartce w szufladzie. Ten układ działa, dopóki nic się nie stanie — a gdy się stanie, okazuje się, że nikt poza jedną osobą nie ma dostępu do niczego.
Pierwszy: jedno hasło do wszystkiego. Wystarczy, że wycieknie z jednego mało istotnego serwisu, żeby otworzyło pocztę, a przez nią wszystko pozostałe. Drugi: hasła zapisane wyłącznie w przeglądarce jednego komputera — przy jego awarii albo kradzieży przepadają wszystkie naraz. Trzeci: hasła znane wyłącznie jednej osobie w rodzinie.
Ten ostatni bywa najboleśniejszy. Widujemy sytuacje, w których po chorobie albo śmierci bliskiej osoby rodzina nie może dostać się do zdjęć, do konta bankowego ani do skrzynki pocztowej z ważną korespondencją.
Rozwiązuje pierwsze dwa problemy naraz. Wszystkie hasła są w jednym zaszyfrowanym miejscu, każde inne i mocne, a użytkownik pamięta tylko jedno — główne. Dostęp działa na komputerze i na telefonie, więc hasła nie giną razem ze sprzętem.
Przy wizycie pomagamy taki program uruchomić i przenieść do niego hasła zapisane dotąd w przeglądarkach. Pokazujemy też, jak dodawać nowe wpisy, bo narzędzie nieużywane niczego nie rozwiąże.
To pojęcie, które warto przyswoić: przez skrzynkę pocztową resetuje się hasła do prawie każdej usługi. Dlatego hasło do poczty powinno być najmocniejsze ze wszystkich, unikalne i chronione drugim składnikiem logowania.
Drugi składnik oznacza, że samo hasło nie wystarczy — potrzebny jest jeszcze kod z telefonu albo z aplikacji. Włączenie tego w poczcie i w bankowości zajmuje kilkanaście minut i jest najskuteczniejszą pojedynczą rzeczą, jaką da się zrobić dla bezpieczeństwa domowych kont.
Rozwiązaniem trzeciego problemu jest przygotowanie dostępu na wypadek sytuacji nagłej. Można to zrobić na kilka sposobów: część menedżerów haseł ma funkcję kontaktu awaryjnego, który po określonym czasie uzyskuje dostęp; można też zapisać hasło główne i przechowywać je w bezpiecznym miejscu, do którego dostęp ma zaufana osoba.
Ważniejsze od wybranej metody jest to, żeby w ogóle taka metoda istniała i żeby rodzina o niej wiedziała. To rozmowa, której nikt nie chce prowadzić, a która oszczędza bardzo dużo kłopotu.
Dzieci powinny mieć własne konta z hasłami, ale rodzic powinien mieć możliwość dostępu — zwłaszcza przy młodszych. Przy nastolatkach warto ustalić zasady jawnie, zamiast zaglądać ukradkiem; to kwestia wychowawcza, ale ma bezpośrednie przełożenie na to, jak ustawiamy konta.
Osobno warto porozmawiać o tym, żeby dziecko nie używało tego samego hasła w szkole i w domu oraz żeby nie logowało się do rodzinnych kont na cudzych urządzeniach.
Sprawdzić, czy hasła do najważniejszych kont nie powtarzają się. Sprawdzić, czy drugi składnik jest włączony tam, gdzie powinien. Przejrzeć listę urządzeń zalogowanych do poczty i wylogować te, których już nie ma. Zaktualizować dostęp awaryjny, jeśli w rodzinie coś się zmieniło.
To godzina pracy raz na rok. Przy wizytach domowych robimy to razem z klientem i zostawiamy krótką notatkę, co gdzie jest — bo najlepszy system nie działa, jeżeli nikt poza jedną osobą go nie rozumie.
Hasło do menedżera haseł jest jedynym, które trzeba pamiętać, więc powinno być mocne i łatwe do zapamiętania jednocześnie. Najlepiej sprawdza się długa fraza z kilku niepowiązanych słów — jest odporniejsza na łamanie niż krótkie hasło z symbolami, a pamięta się ją bez zapisywania.
Tego jednego hasła nie używamy nigdzie indziej. To warunek, przy którym cała reszta układu ma sens.
Przy kontach najważniejszych — poczcie i bankowości — drugim składnikiem może być niewielki klucz wpinany do portu albo przykładany do telefonu. Jest wygodniejszy od przepisywania kodów i odporny na próby wyłudzenia, bo działa wyłącznie na prawdziwej stronie usługi.
Warto mieć dwa takie klucze: jeden w użyciu, drugi schowany jako zapasowy. Utrata jedynego klucza bez zapasowego bywa kłopotliwa.
Usługi z drugim składnikiem logowania udostępniają jednorazowe kody zapasowe na wypadek utraty telefonu. Trzeba je wydrukować albo zapisać poza telefonem i schować w miejscu, do którego ma się dostęp w razie potrzeby.
Kody zapisane wyłącznie w telefonie, którego dotyczy awaria, nie spełniają swojej roli — a to najczęstszy błąd przy ich zapisywaniu.
Przeglądarki zapisują hasła wygodnie, ale dostęp do nich ma każdy, kto zaloguje się na konto systemowe — a przy braku szyfrowania dysku wystarczy wyjąć nośnik. Przenosimy je do menedżera i wyłączamy zapamiętywanie w przeglądarce.
Przy okazji sprawdzamy, czy któreś z haseł nie pojawiło się w publicznych wyciekach; menedżery haseł mają dziś taką funkcję wbudowaną.
Część usług — telewizja, muzyka, zakupy — bywa używana przez całą rodzinę. Warto je świadomie oddzielić od kont osobistych i przechowywać ich hasła w części menedżera udostępnionej wszystkim domownikom.
Konta osobiste, zwłaszcza bankowe i pocztowe, zostają prywatne. Ten podział zapobiega sytuacji, w której jedno hasło otwiera wszystko, co ktokolwiek w domu ma.
Przy zmianach w rodzinie — dorosłym dziecku wyprowadzającym się z domu, nowej osobie w gospodarstwie — warto przejrzeć dostępy i uporządkować, kto do czego ma prawo. Bez tego po latach nikt nie wie, czyje są konta widoczne na liście.
To dobra okazja, żeby przy okazji zaktualizować dostęp awaryjny i sprawdzić, czy metody odzyskiwania są nadal aktualne.
Uruchomiony menedżer haseł z przeniesionymi wpisami, włączony drugi składnik w poczcie i bankowości, zapisane kody zapasowe w bezpiecznym miejscu oraz krótką notatkę: co gdzie jest i jak z tego korzystać.
Najlepszy system nie działa, jeżeli rozumie go tylko jedna osoba — dlatego omawiamy całość z tymi domownikami, których to dotyczy.
U osób, które nie czują się swobodnie z komputerem, menedżer haseł bywa barierą. Sprawdza się wtedy rozwiązanie pośrednie: kilka mocnych, różnych haseł do najważniejszych usług, zapisanych w jednym miejscu w domu, oraz drugi składnik logowania w poczcie i bankowości.
Ważniejsze od narzędzia jest to, żeby hasła nie powtarzały się i żeby ktoś zaufany miał do nich dostęp w razie potrzeby. Rozwiązanie, z którego nikt nie korzysta, jest gorsze od prostszego, które działa.
Najczęstszą drogą utraty hasła nie jest jego złamanie, tylko podanie go samodzielnie na stronie udającej prawdziwą albo w rozmowie z osobą podającą się za pracownika banku. Menedżer haseł pomaga też tutaj: nie podpowiada danych na stronie o innym adresie niż zapisany.
Omawiamy to przy wizytach domowych, bo żadne ustawienie nie chroni przed świadomym podaniem hasła. Świadomość, jak taka próba wygląda, chroni skuteczniej niż jakiekolwiek narzędzie.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.