To najczęstsza rzecz, po której stracie ludzie dzwonią naprawdę zdenerwowani. Dokumenty da się odtworzyć, programy zainstalować od nowa — zdjęć z pierwszych lat dziecka nie. A leżą zwykle w jednym miejscu, na dysku, który ma już swoje lata.
Zwykle w kilku miejscach jednocześnie i nikt nie wie, gdzie jest komplet: część na dysku komputera, część na telefonie, część na starym telefonie w szufladzie, część na pendrivie, część na płytach nagranych dziesięć lat temu, część w chmurze, do której nikt nie pamięta hasła. Pierwszym krokiem jest zebranie tego w jedno miejsce.
Płyty nagrywane w domu nie są nośnikiem archiwalnym — po dziesięciu latach spora część przestaje się odczytywać, a proces jest niewidoczny do momentu, w którym płyta jest potrzebna. Jeśli masz w szufladzie płyty ze zdjęciami, warto przenieść ich zawartość, dopóki jeszcze się czytają.
Podobnie z pendrive’ami — to nośnik do przenoszenia, nie do przechowywania. Traci dane przy dłuższym leżeniu bez zasilania i psuje się bez ostrzeżenia.
Automatyczne przesyłanie zdjęć z telefonu do chmury rozwiązuje większość problemów: zdjęcia są bezpieczne od momentu zrobienia, a zgubienie telefonu przestaje być katastrofą. Pułapka jest jedna — skasowanie zdjęcia synchronizuje się równie sprawnie. Warto wiedzieć, jak długo usługa trzyma usunięte pliki i jak je odzyskać.
Druga rzecz: darmowa przestrzeń kiedyś się kończy, a wtedy przesyłanie po cichu przestaje działać. To jedna z częstszych przyczyn zdziwienia „przecież miałem kopię".
Foldery według roku i wydarzenia wystarczą w zupełności — dokładniejsze systemy zwykle upadają po dwóch miesiącach. Nazwy plików zostaw takie, jakie są; aparaty i telefony nadają je z datą, więc sortują się same. Duplikaty warto usunąć, ale dopiero po wykonaniu kopii, nie przed.
Odbitki rodzinne bledną i żółkną, a albumy bywają jedynym egzemplarzem. Zeskanowanie ich to praca żmudna, ale wykonalna domowym urządzeniem wielofunkcyjnym — i warta zachodu, bo raz zrobiona zabezpiecza zdjęcia, których nie da się odtworzyć z niczego innego.
Przy padniętym dysku obowiązuje jedna zasada: nie próbuj uruchamiać go w kółko, zwłaszcza jeśli stuka albo cyka. Każda próba zmniejsza szanse. Wyłącz i zadzwoń — opisujemy to przy odzyskiwaniu danych.
Nieporównanie mniej niż odzyskiwanie danych, które bywa niemożliwe za żadne pieniądze. Dysk zewnętrzny to jednorazowy wydatek, przestrzeń w chmurze to kilka złotych miesięcznie, a konfiguracja to jedna wizyta.
Przyjeżdżamy pod wskazany adres, zbieramy zdjęcia z wszystkich nośników w jedno miejsce i ustawiamy kopię, która działa bez Twojego udziału. Dojazd jest bezpłatny. Telefon 22 390 56 49 — całą dobę, siedem dni w tygodniu.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.