Awarie nie pytają o godzinę. Sklep zamyka kasę o dwudziestej trzeciej, magazyn kompletuje wysyłkę na szóstą rano, a ktoś kończy prezentację o drugiej w nocy. Dla nas wezwanie nocne jest zwykłym wezwaniem — z tą samą stawką i tym samym zakresem pracy co w środku dnia.
Cena. Wizyta o trzeciej w nocy kosztuje tyle samo co wtorkowa po południu i nie doliczamy nic za porę, dzień wolny ani tryb pilny. To zasada, którą stosujemy bez wyjątków, bo dopłata za porę dnia karze klienta za coś, na co nie ma wpływu.
Zakres pracy również pozostaje ten sam. Serwisant przyjeżdża z narzędziami i z częściami najczęściej potrzebnymi przy typowych awariach, a nie z ograniczonym zestawem „nocnym”. Jeśli naprawa wymaga warsztatu, sprzęt zabieramy i odwozimy — także wtedy, gdy odbiór wypada w nocy.
Dostępność części. W nocy zamknięte są hurtownie i punkty odbioru, więc jeżeli usterka wymaga podzespołu, którego nie mamy przy sobie, realny termin dokończenia naprawy przesuwa się na godziny poranne. Mówimy o tym od razu przy zgłoszeniu, zamiast obiecywać cud.
Druga rzecz to dostęp do budynku. W biurowcach i lokalach z ochroną trzeba przewidzieć, kto wpuści serwisanta i czy potrzebna jest zgoda administracji. To bywa dłuższą częścią wezwania niż sama naprawa, dlatego pytamy o to w pierwszej rozmowie.
Krótki opis tego, co się stało i kiedy — czy coś było wcześniej instalowane, czy była burza, czy sprzęt był przenoszony. Model urządzenia z naklejki, jeśli da się do niej dotrzeć. Informacja, czy na komputerze są dane, których nie ma nigdzie indziej. I odpowiedź na pytanie, co dokładnie musi zadziałać do rana — bo to zmienia kolejność pracy.
Przy awarii, która zatrzymała pracę, najpierw szukamy drogi obejścia, a dopiero potem zajmujemy się właściwą naprawą. Uruchomienie kasy na zapasowym komputerze o piątej rano jest ważniejsze niż ustalenie, dlaczego padł ten pierwszy.
Ma sens, gdy przestój kosztuje więcej niż wizyta: sklep, gastronomia, magazyn, produkcja, gabinet przyjmujący od rana. Ma sens, gdy termin jest nieprzesuwalny — przetarg, rozliczenie, wysyłka. Ma sens także wtedy, gdy zwłoka pogłębia szkodę, na przykład przy zalaniu albo przy sprzęcie, który po awarii nadal jest pod napięciem.
Nie ma sensu przy usterce, która i tak wymaga części sprowadzanej rano, a sprzęt nie jest potrzebny w nocy. W takiej sytuacji mówimy wprost, że rozsądniej umówić się na wczesną godzinę, i nie namawiamy na wyjazd, który niczego nie przyspieszy.
Nie obchodzimy zabezpieczeń i nie odblokowujemy sprzętu bez wykazania prawa do niego. Nie naprawiamy drukarek — konfigurujemy je, ale napraw sprzętowych nie wykonujemy i mówimy to od razu, zamiast brać pieniądze za dojazd. Nie podejmujemy się prac, które wymagają komory laminarnej; przy takich uszkodzeniach nośników kierujemy do laboratorium.
Zanim wyślemy serwisanta, staramy się ustalić przez telefon, czy problem da się rozwiązać bez dojazdu. Porada telefoniczna nic nie kosztuje i część usterek — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie — udaje się rozwiązać w rozmowie. Jeśli się nie uda, wiemy przynajmniej, z czym jedziemy.
Dojeżdżamy w całej Warszawie i w siedmiu przyległych powiatach, w promieniu około czterdziestu kilometrów. Pod wskazany adres docieramy zwykle w godzinę, choć w nocy bywa szybciej niż w szczycie komunikacyjnym.
Serwisant jedzie z zestawem, który pozwala zamknąć większość typowych awarii na miejscu: zasilacze o różnych mocach i wtykach, pamięci najczęściej spotykanych generacji, dyski półprzewodnikowe, przewody sieciowe i zasilające, przejściówki, narzędzia i nośnik z systemem oraz oprogramowaniem diagnostycznym. Do tego sprzęt zastępczy, jeśli z rozmowy wynika, że może być potrzebny.
Nie zabieramy magazynu, bo to niemożliwe — dlatego tak dużo zależy od tego, co uda się ustalić przez telefon. Model urządzenia, opis objawów i informacja o tym, co się ostatnio zmieniło, pozwalają dobrać części jeszcze przed wyjazdem i zamienić dwie wizyty w jedną.
W nocy dochodzą kwestie, o których w dzień nikt nie myśli. W budynkach z ochroną trzeba uzgodnić wejście, a w niektórych biurowcach wymagane jest zgłoszenie z wyprzedzeniem. W mieszkaniach prywatnych zdarza się, że domownicy śpią i praca musi odbywać się cicho. W lokalach usługowych bywa, że alarm został już uzbrojony i konieczna jest obecność osoby z kodem.
Ustalamy te rzeczy w pierwszej rozmowie, bo każda z nich potrafi wydłużyć wizytę bardziej niż sama naprawa. Pytanie o to, kto wpuści serwisanta, brzmi banalnie, a bywa najważniejsze.
Gdy usterka wymaga części, której nie da się zdobyć w nocy, a sprzęt nie jest potrzebny przed rankiem. Gdy problem leży po stronie dostawcy internetu albo operatora terminala i naprawa nie należy do nas. Gdy z opisu wynika, że wystarczy zmiana ustawienia, którą da się przeprowadzić przez telefon.
W każdym z tych przypadków mówimy to wprost i proponujemy termin poranny albo rozwiązanie przez telefon. Porada telefoniczna nic nie kosztuje i nie mamy interesu w wysyłaniu kogokolwiek tam, gdzie nie jest potrzebny.
Część zgłoszeń nocnych kończy się odbiorem sprzętu i pracą w warsztacie do rana. Tak wygląda to zwykle przy odzyskiwaniu danych, przy ponownej instalacji systemu i przy naprawach wymagających lutowania. Klient dostaje sprzęt gotowy na początek dnia, a nie czeka do popołudnia.
Odbiór spod wskazanego adresu i zwrot pod ten sam adres nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna — sam dojazd nadal nic nie kosztuje. Przy sprzęcie potrzebnym do pracy zostawiamy zastępczy, żeby przestój zamknął się w godzinach nocnych.
Wycena jest zawsze indywidualna i podajemy ją przed rozpoczęciem pracy — także w nocy. Fakturę wystawiamy zawsze, firmie i osobie prywatnej tak samo. Nie doliczamy nic za porę, dzień wolny ani tryb pilny, więc rachunek za nocną wizytę wygląda dokładnie tak samo jak za dzienną.
Przy firmach, które korzystają z nas regularnie, ustalamy z góry osobę zatwierdzającą koszt. Bez tego naprawa gotowa o trzeciej w nocy czeka do rana na zgodę, o którą nikt nie poprosił.
Paradoksalnie w nocy docieramy zwykle szybciej niż w ciągu dnia. Warszawa w godzinach szczytu potrafi wydłużyć przejazd przez miasto dwukrotnie, a w nocy ta sama trasa zajmuje ułamek czasu. Dla klienta oznacza to, że nocne wezwanie bywa obsłużone sprawniej niż zgłoszenie o siedemnastej.
Ma to znaczenie przy awariach, w których liczy się czas — zalanie, sprzęt pod napięciem, komputer potrzebny na rano. Deklarowany dojazd do godziny na całym obszarze jest wtedy realny z zapasem.
Komputer przy kasie, który przestał drukować paragony przed zamknięciem zmiany. Stanowisko wysyłkowe, na którym padł program przed nocnym kompletowaniem. Laptop potrzebny na poranną prezentację, który nagle nie chce się uruchomić. Sprzęt zalany wieczorem, gdzie każda godzina zwłoki oznacza postępującą korozję.
Wszystkie te przypadki łączy jedno: przesunięcie naprawy na rano oznacza realną stratę. To właśnie dla nich telefon odbieramy całą dobę.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.