Płyta główna wygląda na element bez części ruchomych, a więc teoretycznie wieczny. W praktyce niszczą ją trzy rzeczy: temperatura, wilgoć i czas. Objawy narastają latami, a ujawniają się nagle — komputer, który działał wczoraj, dziś nie chce wstać.
Pierwsza rzecz, na którą patrzymy, to kondensatory. Wybrzuszona góra, rozwarstwiony krzyżyk na wierzchu albo ślad brązowej substancji u podstawy oznaczają element, który stracił pojemność. W sekcji zasilania procesora taki kondensator wywołuje niestabilność: przypadkowe restarty, zawieszenia pod obciążeniem, czasem brak startu.
Druga to ślady wilgoci. Biały, sypki osad zostaje po odparowanej wodzie z zanieczyszczeniami. Zielonkawy nalot to już korozja miedzi — proces, który nie zatrzymuje się sam. Trzecia to przebarwienia od temperatury: brązowawe plamy wokół elementów mocy albo ciemniejsze pole na laminacie pod układem.
Rzadko z jednorazowego zalania — częściej z warunków, w jakich sprzęt stoi. Komputer w nieogrzewanym pomieszczeniu przechodzi cykle nagrzewania i stygnięcia, przy których na chłodnych powierzchniach skrapla się para. W lokalach gastronomicznych dochodzi tłuszcz, który wiąże kurz w warstwę pochłaniającą wilgoć. W warsztatach i piwnicach dokłada się pył i wysoka wilgotność powietrza.
Kurz sam w sobie nie przewodzi prądu, ale jest higroskopijny — chłonie wodę z powietrza i staje się ścieżką upływu między punktami, które nigdy nie powinny być połączone. Stąd objawy pojawiające się „przy pogodzie” i znikające po kilku godzinach pracy, gdy ciepło wysuszy wnętrze.
Wymiana kondensatorów w sekcji zasilania jest naprawą wykonalną i często opłacalną, o ile uszkodzenie nie objęło ścieżek pod nimi. Przerwane ścieżki odtwarza się cienkim przewodem. Skorodowane nóżki drobnych układów da się oczyścić i przylutować ponownie, jeśli metalizacja pól lutowniczych jeszcze istnieje.
Przed jakąkolwiek naprawą płytę myjemy i suszymy, bo praca na powierzchni pokrytej osadem nie ma sensu — po tygodniu objawy wrócą. Dopiero czysta płyta pod mikroskopem pokazuje, co jest naprawdę uszkodzone, a co tylko brudne.
Nie warto, gdy korozja objęła obszar pod procesorem albo pod chipsetem — dostęp wymagałby wylutowania układu o setkach wyprowadzeń, a szanse na trwały efekt są niewielkie. Nie warto, gdy uszkodzeniu uległo kilka niezależnych sekcji naraz. Nie warto również w komputerach, w których płyta jest na tyle stara, że każdy inny podzespół też zbliża się do końca życia.
W takich sytuacjach porównujemy koszt naprawy z kosztem wymiany płyty albo z ceną sprawdzonego zestawu poleasingowego. Mówimy to wprost, zamiast rozkładać naprawę na etapy i doliczać kolejne pozycje po drodze.
Wymiana płyty na inny model pociąga zwykle zmianę gniazda procesora i rodzaju pamięci, czyli w praktyce wymianę większej części komputera. Wymiana na płytę tego samego modelu jest prostsza, ale sprzęt bywa niedostępny, jeśli konstrukcja ma swoje lata.
Trzeba też pamiętać o systemie. Zmiana płyty głównej potrafi wymagać ponownej aktywacji, a w komputerach z zaszyfrowanym dyskiem uruchomi żądanie klucza odzyskiwania. O to pytamy zawsze przed rozpoczęciem pracy, bo bez klucza dane pozostaną niedostępne.
Nie stawiać komputera bezpośrednio na dywanie ani w zamkniętej wnęce bez wentylacji. Nie trzymać go w nieogrzewanej piwnicy ani na nieocieplonym poddaszu. Czyścić regularnie — raz na rok w typowych warunkach, częściej tam, gdzie w powietrzu jest pył albo tłuszcz. Reagować, gdy komputer zaczyna się losowo restartować, zamiast czekać, aż przestanie startować w ogóle.
Na każdej płycie jest niewielka bateria podtrzymująca ustawienia i zegar. Po kilku latach się wyczerpuje, a objawy bywają mylące: komputer gubi datę po odłączeniu od prądu, przy starcie zgłasza błąd ustawień, czasem nie widzi dysku, bo kolejność rozruchu wróciła do fabrycznej.
Wymiana kosztuje grosze i trwa chwilę, ale pominięta potrafi generować zgłoszenia, które wyglądają na poważną awarię. Sprawdzamy ją zawsze przy okazji jakiejkolwiek pracy we wnętrzu komputera.
Wybrzuszona góra i rozwarstwiony krzyżyk to objaw oczywisty, ale nie jedyny. Kondensator potrafi stracić pojemność bez widocznej zmiany, a wtedy jedynym śladem są objawy pracy: restarty pod obciążeniem, brak startu po dłuższym postoju, niestabilność przy podkręconej pamięci.
W sekcji zasilania procesora stosuje się dziś głównie kondensatory stałe, znacznie trwalsze od elektrolitycznych. W komputerach starszych niż kilkanaście lat to właśnie elektrolity są najczęstszą przyczyną awarii płyty i zarazem naprawą stosunkowo prostą.
Osobną kategorią uszkodzeń są wygięte piny w gnieździe procesora — powstają przy nieostrożnym montażu i potrafią uniemożliwić start albo sprawić, że komputer widzi tylko część pamięci. Prostowanie jest możliwe, ale wymaga mikroskopu i cierpliwości, a powodzenie zależy od tego, ile pinów ucierpiało.
Styki pamięci i gniazd kart rozszerzeń bywają utlenione w komputerach stojących w wilgotnych pomieszczeniach. Czyszczenie styków rozwiązuje wtedy problem, którego szukano w podzespołach.
Gdy uszkodzenie obejmuje obszar pod procesorem lub chipsetem, gdy korozja rozeszła się na kilka sekcji, gdy ślady przegrzania widać na laminacie, a także wtedy, gdy koszt naprawy zbliża się do wartości całego komputera. W każdym z tych przypadków mówimy to wprost i pokazujemy alternatywy.
Wymiana płyty na inny model pociąga zwykle zmianę gniazda procesora i rodzaju pamięci, czyli w praktyce wymianę podstawy komputera. Warto wtedy policzyć, czy sprawdzony zestaw poleasingowy nie wypadnie korzystniej — zwłaszcza że dokładamy do niego godzinę pracy serwisanta na przeniesienie danych.
Suche, ogrzewane pomieszczenie. Obudowa uniesiona nad podłogę, a nie stojąca na dywanie. Regularne czyszczenie, częstsze tam, gdzie w powietrzu jest pył albo tłuszcz. Reagowanie na pierwsze przypadkowe restarty, zamiast czekania, aż komputer przestanie startować.
Przy sprzęcie pracującym w warsztacie, w sklepie albo w lokalu gastronomicznym warto rozważyć obudowę z filtrami i przeglądy kwartalne. To tańsze niż wymiana płyty co dwa lata.
Zanim zdejmiemy chłodzenie i wyjmiemy podzespoły, wiele da się ustalić prostszymi środkami. Sygnalizacja dźwiękowa albo diody na płycie wskazują etap, na którym uruchamianie się zatrzymuje. Pomiar napięć na złączu zasilania rozstrzyga, czy problem leży po stronie zasilacza. Uruchomienie z jednym modułem pamięci i bez kart rozszerzeń pokazuje, czy komputer w ogóle rusza.
Ta kolejność oszczędza czas i ogranicza ryzyko. Rozkręcanie komputera zaczynamy dopiero wtedy, gdy proste próby zawiodą, a nie odruchowo.
Uszkodzona płyta rzadko jest jedynym problemem. Zwykle towarzyszy jej zużyty zasilacz, który mógł być przyczyną, albo przegrzewające się podzespoły, które przyspieszyły starzenie elementów. Przy wycenie naprawy patrzymy więc na komputer jako całość, a nie na pojedynczy element — inaczej klient wraca za miesiąc z kolejną awarią.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.