Najczęstsze zdanie, jakie słyszymy przy odzyskiwaniu danych, brzmi: „przecież wszystko było na tym komputerze”. I to jest właśnie problem — wszystko w jednym miejscu. Kopia zapasowa w domu nie musi być skomplikowana, ale musi istnieć i musi działać bez pamiętania o niej.

Co naprawdę trzeba zabezpieczyć

Nie cały komputer. System da się zainstalować od nowa, programy pobrać ponownie. Nie do odtworzenia są: zdjęcia i filmy rodzinne, dokumenty, archiwum poczty, projekty i prace, zeskanowane papiery. To zwykle znacznie mniej danych, niż się wydaje, i właśnie na tym warto się skupić.

Warto poświęcić kwadrans na ustalenie, gdzie te rzeczy leżą. Bardzo często są rozrzucone: część w folderze dokumentów, część na pulpicie, część w katalogu utworzonym kiedyś na drugiej partycji, zdjęcia w telefonie i tylko w telefonie.

Dysk zewnętrzny

Najprostsze rozwiązanie. Zaleta: jednorazowy koszt, pełna kontrola, duża pojemność za niewielkie pieniądze, brak zależności od łącza. Wada: trzeba pamiętać o podłączeniu, a dysk leżący na biurku obok komputera nie przetrwa zalania, pożaru ani kradzieży, które dotknęły ten komputer.

Druga wada jest poważniejsza. Dysk podłączony na stałe jest widoczny dla systemu, a więc również dla oprogramowania szyfrującego pliki. Kopia, która zostaje zaszyfrowana razem z oryginałem, nie jest kopią. Dlatego przy tym rozwiązaniu zawsze radzimy odłączać dysk po wykonaniu kopii.

Chmura

Zaleta: działa automatycznie, jest poza domem, ma wersje plików, więc pozwala cofnąć się do stanu sprzed przypadkowego skasowania albo zaszyfrowania. Wada: koszt abonamentowy rosnący z ilością danych, zależność od łącza wysyłającego i konieczność zaufania dostawcy usługi.

Przy dużych zbiorach zdjęć i filmów pierwsza wysyłka potrafi trwać dniami — warto o tym wiedzieć, zanim uzna się, że coś nie działa. Później synchronizuje się już tylko to, co się zmieniło.

Dlaczego proponujemy oba

Bo chronią przed różnymi rzeczami. Dysk zewnętrzny ratuje przy awarii komputera i przy skasowaniu pliku. Chmura ratuje wtedy, gdy w domu wydarzy się coś, co dotknie wszystkiego naraz. Razem dają zabezpieczenie, którego żadne z nich nie daje osobno — a koszt jest nadal niewielki.

W praktyce najczęściej ustawiamy tak: najważniejsze rzeczy — zdjęcia i dokumenty — synchronizowane do chmury automatycznie, a pełna kopia całości na dysk zewnętrzny raz na jakiś czas, z odłączeniem dysku po zakończeniu.

Zdjęcia z telefonu

To najczęściej pomijana część. Telefon jest dziś głównym aparatem w rodzinie, a zdjęcia z niego bardzo często nie mają żadnej kopii poza samym telefonem. Zgubiony albo zalany telefon oznacza wtedy utratę kilku lat wspomnień.

Ustawienie automatycznej wysyłki zdjęć z telefonu do chmury albo na komputer zajmuje kilkanaście minut i jest jedną z rzeczy, o które prosimy najczęściej przy wizytach domowych.

Kopia, której nikt nie sprawdził

Kopia istnieje wtedy, gdy da się z niej odzyskać dane — nie wtedy, gdy program pokazuje, że się wykonała. Raz na jakiś czas warto otworzyć kilka plików z kopii i sprawdzić, czy się otwierają. To pięć minut, które oszczędza gorzkiego odkrycia w najgorszym momencie.

Widujemy kopie wykonywane latami do katalogu, który dawno przestał istnieć, i kopie zawierające skrót do pliku zamiast samego pliku. Sprawdzenie wyłapuje takie rzeczy natychmiast.

Co robimy przy takiej wizycie

Ustalamy, co jest do zabezpieczenia i gdzie leży. Dobieramy rozwiązanie do ilości danych i do tego, jak rodzina korzysta ze sprzętu. Ustawiamy automatyzację, żeby nie trzeba było o niej pamiętać. Wykonujemy pierwszą kopię razem z klientem i pokazujemy, jak z niej odzyskać plik — bo to jest umiejętność, która się przydaje.

Przy okazji porządkujemy zdjęcia rozrzucone po kilku miejscach, jeżeli klient sobie tego życzy. Zwykle okazuje się, że część zbiorów istnieje w kilku kopiach, a część wcale.

Zasada trzech kopii

W praktyce sprawdza się prosta reguła: dane powinny istnieć w trzech egzemplarzach, na dwóch różnych nośnikach, a jeden z nich powinien znajdować się poza domem. Brzmi to poważnie, ale w warunkach domowych oznacza po prostu: oryginał na komputerze, kopia na dysku zewnętrznym i synchronizacja najważniejszych rzeczy do chmury.

Taki układ chroni przed trzema różnymi zdarzeniami naraz — awarią komputera, awarią dysku z kopią oraz zalaniem, pożarem albo kradzieżą, które dotknęłyby oba urządzenia w tym samym mieszkaniu.

Co się dzieje przy skasowaniu pliku

Synchronizacja z chmurą nie jest tym samym co kopia zapasowa. Skasowany plik znika także z chmury, bo synchronizacja wiernie odzwierciedla to, co jest na komputerze. Ratunkiem jest historia wersji i kosz, które usługi przechowują przez określony czas.

Warto wiedzieć, ile ten czas wynosi w usłudze, z której się korzysta. Odkrycie po dwóch miesiącach, że plik był do odzyskania przez trzydzieści dni, jest bolesne.

Kopia a złośliwe oprogramowanie

Dysk zewnętrzny podłączony na stałe zostanie zaszyfrowany razem z komputerem, jeśli trafi na oprogramowanie szyfrujące pliki. Dlatego kopię wykonujemy i odłączamy nośnik. Przy chmurze ratunkiem jest historia wersji, o ile usługa ją prowadzi.

To jedna z niewielu sytuacji, w których wygoda stoi wprost w sprzeczności z bezpieczeństwem — a rozwiązaniem jest po prostu wyciągnięcie kabla po wykonaniu kopii.

Jak długo żyją nośniki

Dysk zewnętrzny leżący w szufladzie nie żyje wiecznie. Nośniki talerzowe po latach potrafią nie ruszyć, a pamięci przenośne tracą dane, jeśli nie były podłączane przez długi czas. Płyty zapisywalne starzeją się jeszcze szybciej.

Dlatego kopie warto odświeżać: raz w roku podłączyć nośnik, sprawdzić, czy pliki się otwierają, i przepisać najważniejsze rzeczy na nowszy dysk co kilka lat.

Zdjęcia sprzed lat

Najczęściej odzyskujemy właśnie je i najczęściej nie mają kopii. Zdjęcia z aparatu z czasów, gdy telefony jeszcze ich nie robiły, leżą na jednym dysku od kilkunastu lat. To pierwszy zbiór, który zabezpieczamy przy wizytach domowych.

Przy okazji porządkujemy duplikaty — te same zdjęcia bywają w kilku miejscach, a inne, ważniejsze, nie mają żadnej kopii.

Kopia telefonu, nie tylko komputera

Telefon jest dziś głównym aparatem w rodzinie i głównym miejscem, w którym powstają nowe zdjęcia. Ustawiamy automatyczną wysyłkę do chmury albo na komputer, bo bez tego zgubiony telefon oznacza utratę kilku lat wspomnień.

Warto też pamiętać o wiadomościach i kontaktach, które przy wymianie telefonu bywają jedyną rzeczą, jakiej nikt nie zabezpieczył.

Sprawdzenie, które zajmuje pięć minut

Raz na jakiś czas warto otworzyć kilka plików bezpośrednio z kopii — nie z komputera. Widujemy kopie zawierające skróty zamiast plików, kopie wykonywane do katalogu, który dawno zniknął, i kopie sprzed dwóch lat, o których nikt nie wiedział, że przestały się wykonywać.

Przy wizytach domowych robimy to razem z klientem i pokazujemy, jak odzyskać pojedynczy plik. To umiejętność, która przydaje się częściej niż pełne odtwarzanie.

Powiązane teksty