Rozmowa zwykle zaczyna się od zdania „chyba trzeba wymienić kartę graficzną”. Czasem trzeba. Znacznie częściej okazuje się, że karta nie ma szans pokazać, na co ją stać, bo hamuje ją coś zupełnie innego — a to coś kosztuje ułamek tego, co nowa karta.
Zanim doradzimy jakąkolwiek wymianę, sprawdzamy, co dzieje się podczas grania: obciążenie karty graficznej i procesora, temperatury, taktowania, zużycie pamięci i aktywność dysku. Dopiero to pokazuje, gdzie jest wąskie gardło.
Reguła jest prosta. Jeżeli karta graficzna pracuje przy pełnym obciążeniu, a płynność jest niska — to ona jest ograniczeniem i jej wymiana coś zmieni. Jeżeli karta pracuje na połowie możliwości, a procesor jest obciążony w całości — wymiana karty nie da nic, bo problem leży gdzie indziej.
To najczęstsza przyczyna spadków płynności w komputerach, które kiedyś działały dobrze. Zapchane chłodzenie i stwardniała pasta sprawiają, że procesor albo karta osiągają temperaturę graniczną i same obniżają wydajność, żeby się chronić.
Objaw jest charakterystyczny: pierwsze kilkanaście minut jest w porządku, potem zaczyna się zacinanie, a wentylatory wyją. Czyszczenie i wymiana pasty przywracają stan pierwotny i kosztują nieporównywalnie mniej niż nowe podzespoły.
Za mała ilość pamięci objawia się przycinaniem w konkretnych momentach — przy wczytywaniu, przy przełączaniu na pulpit, przy otwartej przeglądarce w tle. System zaczyna wtedy korzystać z dysku jako pamięci zastępczej i wszystko staje.
To jedna z tańszych modernizacji i często daje większy skok komfortu niż wymiana karty. Sprawdzamy realne zużycie w trakcie gry, a nie na pulpicie, bo tylko wtedy widać prawdę.
Dysk nie wpływa na płynność obrazu, ale wpływa na wszystko wokół: czas wczytywania poziomów, doczytywanie w trakcie, przycinanie przy wchodzeniu w nowy obszar. Gra zainstalowana na talerzowym dysku będzie się wczytywać wielokrotnie dłużej niż ta sama gra na nośniku półprzewodnikowym.
Przy ograniczonym budżecie sensowne bywa rozwiązanie mieszane: system i najczęściej używane gry na szybkim nośniku, reszta na starym dysku.
Zdarza się, że komputer generuje więcej klatek, niż monitor potrafi pokazać — wtedy wymiana podzespołów nie zmieni odczuć, bo ogranicza wyświetlacz. Bywa też odwrotnie: monitor o wysokim odświeżaniu pracuje na ustawieniach fabrycznych, czyli na najniższej wartości, bo nikt tego nie zmienił. To ustawienie warte minuty pracy.
Osobno patrzymy na ustawienia w samych grach. Zejście z najwyższych poziomów detali na wysokie potrafi podwoić płynność przy różnicy w obrazie, której nie widać w ruchu.
Komputer, który wyłącza się albo restartuje wyłącznie podczas grania, ma najczęściej problem z zasilaczem — nie z kartą. To ważne rozróżnienie, bo wymiana karty na mocniejszą w takiej sytuacji tylko pogłębi kłopot.
Kolejność jest zwykle taka: czyszczenie i pasta, potem pamięć, potem dysk, a wymiana karty graficznej dopiero wtedy, gdy pomiary wskazują, że to ona jest ograniczeniem. Przy takim podejściu bardzo często okazuje się, że komputer wraca do formy za ułamek zakładanego kosztu.
Gdy wymiana karty rzeczywiście ma sens, sprawdzamy zasilacz, wymiary obudowy i to, czy reszta komputera za nią nadąży. Dobrą kartę w za słabym zestawie widać w pomiarach od razu — pracuje na połowie gwizdka.
Aktualny sterownik karty graficznej potrafi dać kilkanaście procent więcej płynności w nowych tytułach — to zmiana darmowa i najczęściej pomijana. Warto też sprawdzić, czy w ustawieniach systemu wybrana jest właściwa karta; w komputerach z grafiką zintegrowaną i osobną zdarza się, że gra korzysta z tej słabszej.
Przy laptopach dochodzi profil zasilania. Na baterii albo w trybie oszczędnym komputer świadomie obniża wydajność i żadna zmiana ustawień w grze tego nie nadrobi.
Monitor o wysokim odświeżaniu ustawiony fabrycznie pracuje zwykle na najniższej wartości. Zmiana tego ustawienia zajmuje minutę i bywa najbardziej odczuwalną poprawą płynności, jaką da się wprowadzić bez wydawania złotówki.
Warto też sprawdzić, czy kabel obsługuje wybraną kombinację rozdzielczości i odświeżania — stary przewód bywa ograniczeniem, o którym nikt nie myśli.
Dysk zapełniony pod korek zwalnia, a gry instalowane na wolnym nośniku doczytują dane z opóźnieniem. Przy ograniczonym miejscu sensowne jest trzymanie na szybkim dysku tylko tych tytułów, w które się aktualnie gra, a reszty na pojemniejszym nośniku.
Przenoszenie gier między dyskami obsługują dziś same platformy, więc nie wymaga to ponownego pobierania.
Nie wszystkie opcje kosztują tyle samo. Największy wpływ na płynność mają zwykle cienie, odbicia i zasięg widzenia, a najmniejszy — jakość tekstur, o ile karta ma wystarczająco pamięci. Zejście z ustawień najwyższych na wysokie potrafi podwoić płynność przy różnicy niewidocznej w ruchu.
Pokazujemy to klientowi na jego sprzęcie, zamiast podawać ogólne zalecenia — bo układ wąskich gardeł w każdym komputerze jest inny.
Przy grach sieciowych ważniejsze od przepustowości jest opóźnienie i stabilność łącza. Komputer podłączony kablem zachowuje się zupełnie inaczej niż ten na sieci bezprzewodowej, zwłaszcza gdy w domu ktoś ogląda film albo pobiera duże pliki.
Doprowadzenie kabla do stanowiska jest przy grach zmianą najbardziej odczuwalną, a kosztuje najmniej ze wszystkich możliwych.
Gry obciążają komputer bardziej niż cokolwiek innego, więc to przy nich ujawniają się problemy z chłodzeniem. Jeżeli po kilkunastu minutach gry wentylatory wyją, a płynność spada, przyczyną jest temperatura, a nie zbyt słaby sprzęt.
Czyszczenie, wymiana pasty i ustawienie krzywych obrotów przywracają wtedy stan pierwotny i kosztują nieporównywalnie mniej niż nowe podzespoły.
Mierzymy obciążenie podzespołów podczas gry, sprawdzamy temperatury i taktowania, aktualizujemy sterowniki, ustawiamy odświeżanie monitora i profil zasilania, porządkujemy autostart. Dopiero na tej podstawie mówimy, czy i co warto wymienić.
Bardzo często okazuje się, że komputer wraca do formy bez żadnego zakupu — i mówimy to wprost, zamiast sprzedawać podzespół, o który akurat zapytano.
Wymagania podawane przez wydawców bywają orientacyjne i nie uwzględniają rozdzielczości ani ustawień. Zanim doradzimy zakup, sprawdzamy, jak konkretna gra zachowuje się na tym komputerze i który element jest wąskim gardłem właśnie w niej.
Zdarza się, że ta sama karta wystarcza w jednym tytule i jest zdecydowanie za słaba w drugim — decyduje sposób, w jaki gra korzysta z podzespołów, a nie ogólny ranking wydajności.
Współczesne tytuły potrafią pobierać kilkadziesiąt gigabajtów aktualizacji, a przy braku miejsca instalacja przerywa się w połowie. Warto zostawić na dysku wyraźny zapas — nie tylko na samą grę, ale i na pliki tymczasowe powstające przy aktualizacji.
Pobieranie w tle potrafi też obciążyć łącze na tyle, że reszta domu zauważy. Ustawiamy ograniczenie prędkości pobierania w godzinach, w których ktoś pracuje albo uczy się zdalnie.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.