Jeśli mamy wskazać jedną zmianę, która robi największą różnicę w starszym laptopie, jest to przesiadka z talerzowego dysku na SSD. Nie chodzi o kilka procent — chodzi o to, że komputer, który wstawał trzy minuty, wstaje kilkanaście sekund. Ta usługa budzi jednak najwięcej pytań: czy trzeba wszystko instalować od nowa, czy zginą dane, co z licencją.
W laptopie sprzed kilku lat wąskim gardłem prawie nigdy nie jest procesor. Jest nim dysk talerzowy, który fizycznie przesuwa głowicę nad wirującym krążkiem, żeby odczytać dane. Przy uruchamianiu systemu takich odczytów są tysiące i są rozrzucone po całej powierzchni. Dysk półprzewodnikowy nie ma ruchomych części — czas dostępu spada z kilkunastu milisekund do ułamków milisekundy.
Efekt widać nie tylko przy starcie. Otwieranie programów, przeszukiwanie plików, praca z arkuszem, na którym otwarte są jednocześnie inne aplikacje — wszędzie tam system nieustannie sięga do dysku. Talerz nie nadąża i procesor czeka. Po wymianie ten sam procesor nagle „ma czas”.
Starsze laptopy przyjmują dysk 2,5 cala na złączu SATA — to najprostszy przypadek, bo nowy SSD wchodzi dokładnie w miejsce starego. Nowsze konstrukcje mają gniazdo M.2, ale samo gniazdo nie przesądza sprawy: jedne obsługują wyłącznie dyski SATA w formacie M.2, inne szybsze NVMe, a część oba. Włożenie dysku niezgodnego z gniazdem kończy się tym, że komputer go nie widzi, choć fizycznie wszedł.
Trzeba też sprawdzić długość modułu. Formaty 2242, 2260 i 2280 różnią się długością w milimetrach i muszą pasować do rozstawu śrubki mocującej. W części laptopów jest miejsce na dysk M.2 obok istniejącego dysku 2,5 cala — wtedy da się zostawić stary nośnik jako magazyn na dane, a system przenieść na nowy, szybki.
Klonowanie kopiuje całą zawartość starego dysku na nowy razem z systemem, programami, ustawieniami i danymi. Największa zaleta: po wymianie laptop wygląda dokładnie tak, jak przed nią, nie trzeba niczego instalować ani wpisywać haseł. Wadą jest to, że razem z systemem przenosimy wszystko, co się przez lata w nim nazbierało — w tym przyczyny spowolnienia, jeśli leżały po stronie oprogramowania.
Czysta instalacja daje system bez obciążeń, ale wymaga zainstalowania programów na nowo i przeniesienia danych osobno. Wybieramy ją, gdy stary system jest wyraźnie zaniedbany, gdy w komputerze były niechciane programy albo gdy dysk źródłowy ma błędy odczytu i klonowanie przeniosłoby uszkodzone pliki.
Decyzję podejmujemy po sprawdzeniu stanu starego nośnika i mówimy o niej klientowi, zanim zaczniemy. Jeśli dysk sypie się na tyle, że klonowanie mogłoby się nie udać, robimy najpierw kopię danych, a dopiero potem cokolwiek innego.
W laptopach kupionych z systemem licencja jest najczęściej zapisana w układzie na płycie głównej. Oznacza to, że po wymianie dysku i ponownej instalacji system aktywuje się sam, bez wpisywania klucza. Wymiana dysku nie jest zmianą, która unieważnia licencję — inaczej niż wymiana płyty głównej, która potrafi wymagać ponownej aktywacji.
Osobno traktujemy programy, które klient dokupił samodzielnie. Część z nich wiąże licencję z kontem i wraca po zalogowaniu, część wymaga klucza. Przed czystą instalacją zawsze pytamy o programy, na których klientowi zależy, żeby nie okazało się po fakcie, że brakuje klucza do czegoś kupionego pięć lat temu.
Podpowiadamy rozmiar na podstawie tego, ile miejsca zajmują dziś dane. Zbyt mały dysk to fałszywa oszczędność — SSD zapełniony do końca zwalnia, a system potrzebuje wolnej przestrzeni na pliki tymczasowe. Przy typowym użyciu domowym i biurowym praktyczne minimum to takie, przy którym po przeniesieniu wszystkiego zostaje co najmniej jedna czwarta wolnego miejsca.
Gdy danych jest dużo, a budżet ograniczony, dobrym rozwiązaniem bywa układ mieszany: mniejszy SSD na system i programy oraz stary talerzowy dysk jako magazyn na zdjęcia i filmy. Warunek: laptop musi mieć miejsce na oba nośniki.
Umawiamy się na odbiór sprzętu albo na wizytę — przy laptopach z łatwym dostępem do dysku wymianę da się zrobić na miejscu, choć samo przenoszenie danych trwa i zależy od ich ilości. Najpierw sprawdzamy stan starego dysku, potem wykonujemy kopię, następnie klonujemy albo instalujemy system, a na koniec uruchamiamy laptop i sprawdzamy, czy wszystko działa: sieć, dźwięk, kamera, drukarki, poczta.
Stary dysk oddajemy klientowi, chyba że poprosi o inaczej. To ważne: dopóki dane są na dwóch nośnikach, nie ma ryzyka, że coś przepadło niezauważone. Dopiero gdy klient potwierdzi, że wszystko jest na miejscu, ma sens czyszczenie starego nośnika.
SSD nie pomoże, jeśli laptop zwalnia z powodu przegrzania, padającej baterii albo zbyt małej ilości pamięci. Zdarza się, że klient prosi o dysk, a po sprawdzeniu okazuje się, że sprzęt dławi się z braku pamięci przy kilkunastu otwartych kartach przeglądarki. Mówimy wtedy wprost, co da większy efekt, zamiast sprzedawać usługę, o którą akurat poproszono.
Jeżeli stary nośnik jest sprawny, warto go zachować. W laptopach z miejscem na dwa dyski zostaje w środku jako magazyn na zdjęcia i filmy. W pozostałych przypadkach dobrze sprawdza się obudowa zewnętrzna — kosztuje niewiele, a zamienia stary dysk w przenośny nośnik na kopię zapasową.
Nie kasujemy zawartości starego dysku od razu po przesiadce. Zostaje nietknięty do czasu, aż klient przez kilka dni popracuje na nowym i potwierdzi, że wszystko jest na miejscu. Dopiero wtedy ma sens jego wyczyszczenie albo przeznaczenie na kopię.
Nośniki półprzewodnikowe mają ograniczoną liczbę cykli zapisu, ale w praktyce domowej i biurowej ten limit jest bardzo trudny do wyczerpania. Producenci podają wytrzymałość w liczbie zapisanych terabajtów i przy typowym użyciu wystarcza jej na wiele lat pracy.
Znacznie częstszą przyczyną kłopotów jest brak wolnego miejsca. Dysk zapełniony pod korek zwalnia, bo kontroler traci przestrzeń potrzebną do zarządzania zapisem. Dlatego dobieramy pojemność z zapasem i mówimy o tym przy wyborze, zamiast oszczędzać kilkadziesiąt złotych kosztem wydajności za rok.
Po wymianie sprawdzamy, czy system rozpoznał nośnik jako półprzewodnikowy i wyłączył mechanizmy przeznaczone dla dysków talerzowych — defragmentację i indeksowanie w trybie ciągłym. Sprawdzamy też, czy włączona jest funkcja porządkowania nieużywanych bloków, bo bez niej dysk z czasem zwalnia.
Przy komputerach, w których poprzednio pracował dysk talerzowy, warto również zweryfikować tryb pracy kontrolera w ustawieniach płyty. Zdarza się, że laptop pracuje w trybie zgodności ze starszymi nośnikami, co odbiera części wydajności.
Najczęstszą przyczyną jest większa ilość danych na starym dysku niż pojemność nowego. Rozwiązaniem bywa wcześniejsze zmniejszenie zajętości albo przeniesienie dużych zbiorów na osobny nośnik. Druga przyczyna to błędy odczytu na dysku źródłowym — wtedy zamiast klonowania ratujemy dane, a system instalujemy od nowa.
Trzecia, rzadsza, to nietypowy układ partycji po wcześniejszych naprawach w przypadkowych miejscach. Wtedy czysta instalacja jest szybsza i pewniejsza niż walka z kopiowaniem struktury, która i tak była uszkodzona.
Największa różnica dotyczy uruchamiania systemu, otwierania programów i pracy z wieloma aplikacjami naraz. Nie zmieni się natomiast wydajność w zadaniach obciążających procesor — obróbka wideo czy złożone obliczenia będą trwały tyle samo.
Warto o tym powiedzieć wprost, żeby oczekiwania odpowiadały rzeczywistości. Przy starszym laptopie z dyskiem talerzowym przesiadka na SSD daje jednak wrażenie sprzętu młodszego o kilka lat i jest to najlepiej wydana kwota z całej listy możliwych modernizacji.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.