„Nie mam internetu" to zgłoszenie, w którym karta sieciowa jest podejrzanym dopiero na czwartym miejscu. Znacznie częściej winne są ustawienia, sterownik albo sprzęt po stronie sieci. Warto wiedzieć, po czym poznać, że to naprawdę karta — bo jej wymiana jest tania i szybka, ale tylko wtedy, gdy faktycznie jest przyczyną.
Pierwsze pytanie brzmi: czy inne urządzenia w tym samym miejscu mają połączenie. Jeżeli telefon i drugi komputer działają bez zarzutu, problem jest po stronie tej jednej maszyny. Jeżeli nie działa nic, szukamy w routerze albo u operatora — i wtedy wymiana karty niczego nie zmieni.
Drugie: czy komputer w ogóle widzi kartę. Urządzenie znikające z listy sprzętu albo oznaczone błędem wskazuje na uszkodzenie, a nie na ustawienia. Trzecie: czy problem występuje na kablu i bezprzewodowo jednocześnie — bo to zwykle dwie różne karty i awaria obu naraz zdarza się rzadko.
Czwarte: czy objawy zaczęły się po konkretnym zdarzeniu. Po burzy podejrzewamy przepięcie, po aktualizacji systemu — sterownik, po przeniesieniu komputera — poluzowany kabel albo kartę wysuniętą z gniazda.
Połączenie zrywające się cyklicznie przy stałym obciążeniu, ale nie przy bezczynności. Prędkość wielokrotnie niższa od tego, co pokazuje inne urządzenie w tym samym miejscu. Karta znikająca z systemu po wybudzeniu ze snu. Zupełny brak reakcji na wpięcie kabla, gdy druga strona pokazuje sygnał.
W kartach bezprzewodowych dochodzi jeszcze jeden objaw: komputer widzi wyłącznie sieci najbliższe, a te w sąsiednim pokoju znikają. To zwykle uszkodzenie albo odłączenie przewodu antenowego, który w laptopach biegnie przez zawias do klapy.
Bardzo duża część zgłoszeń kończy się na sterowniku. Po aktualizacji systemu bywa on podmieniany na wersję ogólną, która działa gorzej od tej przygotowanej przez producenta. Objawy są wtedy identyczne jak przy uszkodzeniu: zrywanie, niska prędkość, znikanie karty po uśpieniu.
Sprawdzamy to zawsze przed wymianą — instalujemy sterownik ze strony producenta dla konkretnego modelu i obserwujemy zachowanie. To piętnaście minut, które oszczędzają zakup części.
Osobną kategorią są ustawienia oszczędzania energii, które pozwalają systemowi wyłączać kartę dla oszczędności. Przy laptopach to jedna z najczęstszych przyczyn utraty połączenia po wybudzeniu i wystarczy jedno przestawienie, żeby zniknęła.
Najprostszy przypadek. Karta zintegrowana z płytą główną, jeśli padnie, nie jest wymieniana osobno — dokładamy kartę w gnieździe rozszerzeń albo na porcie USB, a tę wbudowaną wyłączamy w ustawieniach płyty. Rozwiązanie jest tanie, natychmiastowe i nie wymaga ingerencji w płytę.
Przy kartach bezprzewodowych zwracamy uwagę na miejsce montażu i na anteny — karta wciśnięta między inne podzespoły, z antenami za metalową obudową, będzie miała gorszy zasięg niż fabryczna. Przy stanowiskach pracujących na bazie danych i tak zawsze zalecamy kabel.
Karta bezprzewodowa jest w laptopach modułem w gnieździe M.2 i wymienia się ją po zdjęciu klapy serwisowej. Trzeba dobrać właściwy format oraz sprawdzić, czy płyta nie ma ograniczenia dopuszczającego wyłącznie moduły określonego producenta — w starszych konstrukcjach zdarzało się to regularnie.
Przy montażu najważniejsze jest poprawne wpięcie dwóch cienkich przewodów antenowych. Zamiana ich miejscami pogarsza zasięg, a pozostawienie jednego niewpiętego obcina go o połowę. To najczęstszy błąd przy samodzielnej wymianie.
Karta przewodowa w laptopie jest zwykle wlutowana w płytę. Jej naprawa bywa nieopłacalna, a rozwiązaniem praktycznym jest przejściówka na port USB albo stacja dokująca — działa tak samo, a kosztuje ułamek naprawy.
Gniazdo w ścianie i przewód między nim a komputerem psują się częściej niż karty. Przetarty kabel, wyłamany zatrzask wtyku i utlenione styki w gnieździe dają dokładnie te same objawy co uszkodzona karta. Sprawdzenie zajmuje chwilę i zaczynamy właśnie od niego.
W sieci bezprzewodowej winowajcą bywa zatłoczony kanał albo router ustawiony fabrycznie. Komputer stojący daleko od routera będzie tracił połączenie niezależnie od jakości karty — i wtedy poprawiamy sieć, a nie sprzęt.
Zaczynamy od pomiaru: prędkość na kablu i bezprzewodowo, stabilność połączenia pod obciążeniem, zachowanie po wybudzeniu. Potem sterownik i ustawienia energii. Dopiero gdy to nie pomaga, wymieniamy część.
W komputerze stacjonarnym robimy to podczas wizyty — kilkanaście minut razem ze sprawdzeniem. W laptopie zwykle także na miejscu, o ile dostęp do modułu jest przez klapę serwisową. Diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna, dojazd również, więc klient poznaje przyczynę, zanim podejmie decyzję o zakupie czegokolwiek. Inaczej wygląda wizyta serwisanta u klienta: praca na miejscu jest płatna, dojazd pozostaje bezpłatny.
Nie naprawiamy urządzeń operatora — routerów w abonamencie ani modemów. Gdy przyczyna leży po ich stronie, mówimy to wprost i wskazujemy, co zgłosić dostawcy. Nie zajmujemy się też okablowaniem strukturalnym w budynku poza mieszkaniem albo lokalem klienta.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.