Różnica między dyskiem talerzowym a SSD jest przepaścią, którą czuje każdy. Różnica między SSD na złączu SATA a NVMe jest mniej oczywista: w liczbach ogromna, w codziennej pracy zauważalna tylko w części zastosowań. Warto wiedzieć, do której grupy się należy, zanim dopłaci się do szybszego nośnika.
Dyski SATA korzystają ze złącza zaprojektowanego jeszcze dla nośników talerzowych. Jego przepustowość ma twardy sufit, który współczesne kości pamięci osiągają bez wysiłku — nośnik jest szybszy niż droga, którą musi jechać. Dyski NVMe podłącza się bezpośrednio do magistrali procesora, z pominięciem tego wąskiego gardła, i dostają wielokrotnie szerszy kanał.
Drugą różnicą jest sposób komunikacji. Protokół stworzony dla talerzy obsługuje jedną kolejkę poleceń; protokół stworzony dla pamięci półprzewodnikowej obsługuje ich tysiące równolegle. Przy wielu jednoczesnych operacjach przewaga rośnie jeszcze bardziej.
Przy uruchamianiu systemu i otwieraniu programów różnica między dobrym SSD SATA a NVMe jest niewielka — obie konstrukcje mają czas dostępu na tyle krótki, że wąskim gardłem staje się coś innego. Kto przesiada się z talerza, poczuje ogromną zmianę niezależnie od wybranego rodzaju SSD.
Różnica staje się wyraźna przy pracy z dużymi plikami: montaż wideo, obróbka wielu zdjęć naraz, kopiowanie dziesiątek gigabajtów, praca na maszynach wirtualnych, wczytywanie dużych scen w grach. Tam NVMe zwraca dopłatę.
Gniazdo M.2 na płycie nie oznacza automatycznie obsługi NVMe — część starszych płyt ma gniazdo pracujące wyłącznie w trybie SATA. Trzeba też sprawdzić, czy płyta potrafi uruchomić system z takiego nośnika; starsze konstrukcje widzą dysk jako magazyn danych, ale nie wystartują z niego bez aktualizacji oprogramowania płyty.
W komputerach bez gniazda M.2 rozwiązaniem jest karta rozszerzeń w gnieździe PCI Express. Działa dobrze, pod warunkiem że gniazdo ma odpowiednią liczbę linii — dysk włożony w gniazdo o zbyt wąskim kanale będzie działał wolniej, niż powinien.
Dyski NVMe grzeją się wyraźnie mocniej od SATA, zwłaszcza przy długim zapisie. Po przekroczeniu progu temperatury obniżają wydajność, żeby się chronić — i wtedy szybki nośnik potrafi zwolnić poniżej poziomu zwykłego SSD. Dlatego montujemy je z radiatorem, jeśli płyta go nie ma, i zwracamy uwagę na miejsce w obudowie: gniazdo pod kartą graficzną jest najgorszym możliwym położeniem.
System można sklonować albo zainstalować od nowa. Klonowanie zachowuje wszystko w takim stanie, w jakim było, i jest wygodniejsze dla użytkownika. Instalacja od zera ma sens, gdy dotychczasowy system jest zaniedbany albo gdy komputer był infekowany. Po przeniesieniu trzeba jeszcze ustawić właściwą kolejność rozruchu, żeby komputer startował z nowego nośnika, a nie ze starego.
Stary dysk zwykle zostaje w komputerze jako magazyn danych — to darmowe rozszerzenie przestrzeni i naturalne miejsce na kopię. Warunek jest jeden: musi być sprawny. Zostawianie w komputerze nośnika z narastającą liczbą uszkodzonych sektorów tylko odsuwa problem.
Dobieramy rozmiar tak, żeby po przeniesieniu danych zostawało wyraźnie wolne miejsce. SSD zapełniony pod korek zwalnia, bo kontroler traci przestrzeń na zarządzanie zapisem. Przy pracy z materiałem wideo albo dużymi zbiorami zdjęć zapas powinien być odpowiednio większy.
Montaż i przeniesienie systemu wykonujemy najczęściej podczas wizyty, jeśli danych nie ma bardzo dużo. Przy dużych zbiorach rozsądniejszy jest odbiór sprzętu i zwrot po zakończeniu pracy — dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują. Po zakończeniu sprawdzamy, czy komputer startuje z właściwego nośnika, czy dysk pracuje w trybie, na jaki pozwala płyta, i jakie osiąga temperatury pod obciążeniem.
Dysk NVMe komunikuje się z procesorem przez określoną liczbę linii magistrali. Gniazdo obsługujące mniej linii, niż potrzebuje nośnik, ograniczy jego prędkość — dysk zadziała, ale nie pokaże, na co go stać. W płytach z kilkoma gniazdami M.2 zdarza się, że tylko jedno jest w pełni wydajne, a pozostałe współdzielą linie z innymi gniazdami.
Współdzielenie bywa źródłem zaskoczeń: włożenie dysku w drugie gniazdo potrafi wyłączyć jedno z gniazd kart rozszerzeń albo część portów. Sprawdzamy to w dokumentacji płyty przed montażem, żeby po przesiadce nie zniknęła karta sieciowa albo część złączy dyskowych.
Gniazdo położone bezpośrednio pod kartą graficzną jest najgorszym możliwym miejscem dla dysku, bo karta oddaje tam ciepło przy każdym obciążeniu. Jeżeli płyta ma alternatywne gniazdo w chłodniejszym miejscu, wybieramy je — nawet kosztem nieco mniejszej liczby linii, bo dysk obniżający wydajność z powodu temperatury i tak wypadnie gorzej.
Radiator montujemy zawsze, gdy płyta go nie ma. Prosty element z kilku blaszek obniża temperaturę na tyle, żeby nośnik nie wchodził w tryb ochronny przy dłuższym zapisie.
Po przeniesieniu systemu trzeba wskazać płycie, z którego nośnika ma startować. Zdarza się, że komputer nadal uruchamia stary dysk, a nowy pozostaje nieużywany — objawia się to brakiem jakiejkolwiek poprawy po przesiadce i jest jedną z częstszych przyczyn zgłoszeń „nic się nie zmieniło”.
Sprawdzamy też, czy w ustawieniach płyty włączony jest tryb pracy odpowiedni dla nowego nośnika. W starszych konstrukcjach domyślne ustawienie bywa zgodne ze starszymi dyskami i odbiera część wydajności.
Sprawny nośnik zostaje w komputerze jako magazyn danych — to darmowe rozszerzenie przestrzeni i naturalne miejsce na kopię lokalną. Warunek jest jeden: musi być zdrowy. Dysk z narastającą liczbą uszkodzonych sektorów tylko odsuwa problem i lepiej go wymienić razem z przesiadką.
Zawartości starego nośnika nie kasujemy od razu. Zostaje nietknięta, dopóki klient nie potwierdzi, że wszystko działa i wszystko jest na miejscu.
Nie przyspieszy zadań obciążających procesor: obliczeń, kompresji, renderowania. Nie poprawi płynności w grach, jeśli ograniczeniem jest karta graficzna. Największy skok odczuje ten, kto przesiada się z dysku talerzowego — różnica między dobrym SSD na złączu SATA a NVMe jest w codziennej pracy znacznie mniej odczuwalna niż w wynikach pomiarów.
Mówimy o tym wprost, żeby oczekiwania odpowiadały rzeczywistości. Przy pracy z dużymi plikami, montażem i maszynami wirtualnymi dopłata zwraca się natychmiast; przy pracy biurowej — znacznie wolniej.
Najlepszy układ w komputerze stacjonarnym to szybki nośnik na system i programy oraz osobny, pojemniejszy na dane. System ma wtedy stale dużo wolnego miejsca, a zdjęcia i filmy nie zajmują przestrzeni potrzebnej do zarządzania zapisem.
Przy takim podziale przenosimy również domyślne foldery dokumentów i pobierania na drugi nośnik, żeby nie zapełniały dysku systemowego niezauważenie. To ustawienie zajmuje chwilę, a oszczędza telefon za rok, gdy komputer zacznie zwalniać z braku miejsca.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zadzwoń.
Porada telefoniczna nic nie kosztuje, a część usterek udaje się rozwiązać bez dojazdu — zwłaszcza tych, w których winne są ustawienia albo zasilanie. Jeżeli trzeba przyjechać, dojazd, odbiór i zwrot sprzętu są bezpłatne, a diagnoza laptopa przy odbiorze — również. Wizyta serwisanta u klienta jest płatna; sam dojazd i tak nic nie kosztuje.
Telefon odbieramy całą dobę, siedem dni w tygodniu — także w weekendy i święta. Dojeżdżamy na terenie Warszawy i siedmiu przyległych powiatów.
Serwis laptopów i komputerów na warszawskim Bemowie. Przyjeżdżamy pod wskazany adres — do domu i do firmy. Dojazd, odbiór i zwrot nic nie kosztują, a diagnoza laptopa przy odbiorze sprzętu jest bezpłatna.
ul. Lazurowa 14b
01-474 Warszawa — Bemowo
Biuro bez obsługi klientów. Sprzętu nie trzeba nigdzie przywozić.
Odbieramy także w weekendy i święta. Przy pilnych zgłoszeniach umawiamy się na ten sam dzień.
Dojazd: Warszawa i siedem przyległych powiatów, w promieniu 40 km. Na miejscu jesteśmy z reguły w ciągu godziny.
Na wykonane naprawy dajemy gwarancję do 12 miesięcy.